sobota, 7 listopada 2020

Sos z lakówki ametystowej do wieprzowiny


Kolejna leśna niespodzianka! Pod dębami napotkałam lakówkę ametystową i oczywiście zapragnęłam spróbować, jak smakuje. Nigdy jej wcześniej nie jadłam, bo jeżeli spotykałam ten barwny grzybek to malutki sztuk jeden a tym razem zebrałam go blisko 30 dkg. Zatem będzie obiad. 

Lakówki zbierałam z duszą na ramieniu, bo byłam na terenie dzików a Wsiowy Pies - o dziwo - chodził tuż przy nodze. Dziki musiały być zatem bardzo blisko, ziemia było świeżo zryta i miejscami pachniało chlewikiem. Jednakże nie mogłam zostawić takich ślicznych grzybów w lesie i tak po prostu zwiać.  






 
Po powrocie do domu oczyściłam grzyby, opłukałam i zdecydowałam się przygotować sos. Wegetarianie nie będą zachwyceni, bo do tego sosu potrzebny jest tłusty rosół z gęsi, ale sądzę, że i wywar z warzyw byłby niezłym rozwiązaniem.




Sos z lakówki ametystowej

300ml tłustego rosołu z gęsi
lub
300ml chudego rosołu
1 łyżka stołowa tłuszczu wygotowanego z gęsi

ok. 30 dkg oczyszczonej lakówki z trzonami
1/2 cebuli średniej wielkości
trzy łyżki stołowe śmietany 12%
ząbek czosnku
1-2 Łyżki mąki
1/3 szklanki wody
sól, pieprz zielony
2 łyżki stołowe siekanej naci pietruszki

Cebulę posiekać. obsmażyć na łyżce oleju lub gęsim smalcu, dodać grzyby, posolić i dusić wszystko razem kilka minut. Dolać rosół, dodać czosnek, pieprz i dalej gotować do miękkości grzybów. Następnie zaprawić sos mąką wymieszaną w 1/3 szklanki wody, jeszcze zagotować. Zestawić garnek, do gorącego sosu dodać śmietanę, dokładnie wymieszać i wsypać nać pietruszki. Podawać do dań z wieprzowiny i warzyw gotowanych na parze.





Pyszna sprawa :) Smacznego :)




środa, 4 listopada 2020

Gąsówka fioletowawa w marynacie

 

Wysypało trochę gąsówką fioletowawą w okolicy, trzeba zatem korzystać z okazji. To grzyb, który łatwo jest rozpoznać z powodu nietypowej barwy, no i jest smaczny - można go dusić, smażyć i marynować. Część takich starszych okazów i te nieco połamane (niestety) obgotowałam, posiekałam i zamroziłam na zaś. Te zgrabne, młode i ładnie wybarwione postanowiłam przygotować w marynacie. Do suszenia nie bardzo się nadają, bo podobno są wtedy nieszczególne w smaku - nie wiem, nie próbowałam ich suszyć. Może innym razem, jeżeli jeszcze znajdę jakieś miejsce gąsówki.

Gąsówka niestety traci swą jakże atrakcyjną barwę podczas gotowania. Wciąż jednak ma inny kolor i wygląd niż grzyby zwane szlachetnymi, które zazwyczaj marynujemy jesienią. Sądzę, że tak czy inaczej uda się zaskoczyć gości podając na stół grzyby bladofioletowe, dekorując nimi półmiski i podając jako zakąskę. 




Gąsówka fioletowawa w marynacie

Kilkanaście kapeluszy młodej gąsówki
Zalewa:
180g - 200g (małe opakowanie) musztardy sarepskiej lub miodowej
1/2 szklanki domowego octu jabłkowego
1/2 szklanki wody
3 łyżki stołowe culru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki gorczycy
5 ziarenek pieprzu

Grzyby obgotować i odsączyć z wody na sicie. Przełożyć je do małych słoików, takich na jedno użycie. Z podanych składników ugotować zalewę, w razie potrzeby dolać wody lub octu, przyprawić i gorącą zalać grzyby. Słoiki zakręcać i pasteryzować.




Grzyby w occie muszą odstać kilkanaście dni, żeby były gotowe do spożycia i przeszły marynatą. Na zimową kanapkę będą idealne i na pewno umilą niezbyt sprzyjające czasy. Pamiętajcie jednak, że jeżeli ktoś boi się, że gąsówki nie rozpozna a jej kolor bardziej go straszy niż zachęca i w ogóle ktoś ma jakąś obawę - niech gąsówki po prostu nie zbiera, zostawi ją w lesie i doceni urodę. Ta zasada dotyczy zresztą wszystkiego, co zbieramy, nie znamy a jest dziko rosnące.