Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 września 2016

Zupa jabłkowo-miętowa z grzankami

To moja kolejna propozycja taniej, szybkiej zupy owocowej. Jabłek jest sporo, można zebrać dzikie, można kupić - jedno jest pewne, teraz są najsmaczniejsze. Na zupę nadają się wszystkie jabłka, ale wybierajmy je przede wszystkim... dojrzałe ;) Moimi faworytami są odmiany słodko-kwaśne. Jeżeli ktoś chce przejrzystą zupę, niech wybierze owoce, które podczas gotowania nie rozpadną się, kto woli zupy zawiesiste - może wybrać odmiany kruche, które pod wpływem temperatury rozpadają się na mus.

To, że zupę jabłkową można przygotować bardzo szybko i bez większego wysiłku jest niewątpliwie jej zaletą. Tym bardziej dzisiaj, kiedy mam we Wsiowej Kuchni sporo pracy - pakowanie pomidorów w słoiki. Też na szybko. Twarde i bardzo dojrzałe oparzam, obieram ze skórki i upycham w litrowe słoje. Do każdego wsypuję porządną łyżeczkę niejodowanej soli i dopełniam przegotowaną wodą. Następnie kolejne partie słoików pasteryzuję pół godziny. Tak zakonserwowane pomidory będą podstawą wielu pysznych dań :)

No dobrze, ale co z ta zupą? Za chwilkę. Musze jeszcze skórki pomidorowe ulokować w suszarce do warzyw. Po wysuszeniu zostaną zmielone z solą - będzie doskonała przyprawa :) Zostawmy jednak te pomidory - o wykorzystaniu suszonych skórek pisałam już TUTAJ. Dziś gotuję zupę jabłkową i ma być pysznie. Oczywiście Wsiowy Pies nie jest zachwycony z takiego obrotu sprawy, ale cóż poradzi? Jabłuszka leżą grzecznie i czekają a mnie już burczy w brzuchu ;)

Smak zupy postanowiłam wzbogacić miętą izraelską "Kazbek". W porównaniu z innymi miętami ta ma zapach wyjątkowo mocny i jedyny w swoim rodzaju. trudno go opisać. Napar z niej smakuje wyśmienicie i chyba najlepiej spośród naparów z mięt dotąd mi znanych. Wyglądem przypomina raczej estragon.


Na zupę przeznaczyłam kilka małych, kwaśnych jabłuszek (około 25 - 30 dag) oraz dwie gałązki mięty. Owoce obrałam ze skórki, wykroiłam gniazda nasienne i rozgotowałam w około 600 ml wody. Następnie całość wraz z miętą zmiksowałam. Następnie dodałam cukier (3 łyżki) sól i pieprz do smaku. Po ponownym zagotowaniu wlałam rozbełtaną mąkę kukurydzianą (1 łyżka mąki na trzy-4 łyżki zimnej wody). Gotowałam jeszcze chwile i zestawiłam garnek z palnika. W gorącej zupie wymieszałam jeszcze czubatą łyżkę gęstej śmietany i tak o to zupa została ugotowana.



Podałam ją z grzankami. Bułkę pszenną pokroiłam na kromki. Z jednej strony posmarowałam je masłem roztartym z ząbkiem czosnku i z tej posmarowanej strony obsmażyłam na suchej patelni. Zupę nalałam do małych miseczek, posypałam ją pokrojonymi w plasterki, małymi, doniczkowymi truskawkami i posiekaną miętą. Grzanki podałam oddzielnie.






Smacznego!





piątek, 27 marca 2015

Żenicha

Trzeba było przelać nastawioną żenichę do butelek. Tak, tak, to już pora: miód się rozpuścił, zioła oddały nalewce to, co powinny. Postanowiłam jej nie filtrować. Osadu z róży jest sporo i w zasadzie wyszedł krem niż klasyczna, klarowna nalewka. I niech tak już zostanie. Do produkcji użyłam wydrylowanych owoców dzikiej róży, po to, aby je później zapakować do małych słoiczków i... zjadać. Owoce z nalewki cieszą się sporym powodzeniem :)


Fot. Ciotka Chichotka

Jako Ciotka Chichotka stwierdzam, że eksperyment z żenichą zdecydowanie się udał i w tym roku zostanie powtórzony. Będzie to jednak już inny przepis, który muszę odtworzyć na podstawie opowieści i wspomnień bliskiej mi osoby. W zasadzie nie będzie to "żenicha", lecz po prostu nalewka różana, której nazwę dopiero zamierzam nadać :)

Butelki z żenichą trafią do przyjaciół i tak zwanej spiżarni. Muszą postać jeszcze do października, wtedy nabiorą właściwego smaku. Aromat już zdecydowanie jest! Do przygotowania nalewki użyłam owocu róży, rumianku, mięty, miodu, cukru i przypraw w proporcjach innych, niż te z przepisów dostępnych w internecie. I w tym cała tajemnica.



PS. Sporo na rynku ogrodniczym różnych odmian mięt. Czy wiecie, że każda z nich nadaje nalewkom trochę inny aromat?




środa, 10 lipca 2013

Nalewka z dziurawca i mięty

Bieganie ugorami przynosi Ciotce Chichotce wiele korzyści: ogląda piękne widoki i znajduje roślinność, która inspiruje do eksperymentów. Tak było ostatnio.


Fot. Ciotka Chichotka

Zdobyczą były zioła, głównie rumianek lekarski i dziurawiec. Oba zioła posłużyły do przygotowania pewnych spirytusowych specyfików: wyciągu alkoholowego o działaniu ściągającym i łagodzącym (rumianek) oraz lekko uspokajającej nalewki o działaniu antydepresyjnym. Dziś o nalewce z dziurawca.

Fot. Ciotka Chichotka

Dziurawiec to popularna bylina rosnąca na nieużytkach w całej Europie. Zioło to popularne było w medycynie ludowej jako środek wspomagający i leczący schorzenia przewodu pokarmowego, uspokajający ( a nawet rozweselający), służący do przemywania ran i czyraków. Dawniej wierzono również, że ziele dziurawca odgania szatana i uodparnia na jego negatywny wpływ.

Nadmierne spożywanie preparatów z dziurawca może być jednak szkodliwe. Wywołuje między innymi "swędzenie" żołądka. Natomiast długotrwałe przyjmowanie preparatów z dziurawca przy jednoczesnym wystawianiu się na słońce może wywołać oparzenia i trudne do leczenia rumienie.

Przepis na nalewkę Ciotka Chichotka znalazła w Internecie. Zainspirowana różnorodnością przepisów postanowiła jednak poeksperymentować całkiem samodzielnie. Zmienione zostały proporcje użytych składników, moc trunku i sposób przyprawienia.


Fot. Ciotka Chichotka

Osiem kwiatostanów dziurawca (kwitnące szczyty gałązek, odcinane na wysokości 10-15 centymetrów) i pięć gałązek mięty pieprzowej zalać wrzątkiem (około szklanki) i parzyć pod przykryciem aż do wystudzenia. Następnie dolać spirytus (0,5 litra o mocy 95%) - w ten sposób uzyskamy alkohol o mocy około 70%. Pozostawiamy na 14 dni w słońcu. Wyciąg nabiera pięknej krwistej barwy - to dzięki właściwościom kwiatów, które są żółte :) Ważne jest, aby do nalewki trafiły nie tylko kwiaty, ale i listki - na ich powierzchni znajdują się liczne gruczoły z olejkiem eterycznym. Następnie odcedzamy i przetrawione rośliny zalewamy kolejną porcją alkoholu tym razem o małej mocy (40%), pozostawiamy na kolejne 14 dni, aby dokładnie przepłukać rośliny. Po tym czasie odcedzamy, rośliny wyciskamy, alkohole łączymy i zaprawiamy płynnym miodem (np. rzepakowym) w ilości dowolnej (jak ktoś lubi).  Naczynie zakręcamy i odstawiamy na około 1 miesiąc, po tym czasie ostrożnie nalewkę zlewamy do butelek i odstawiamy na kolejny miesiąc. Pijemy po małym kieliszeczku, dla smaku lub uspokojenia :) Ale niezbyt często :)


Fot. Ciotka Chichotka


Nalewka w produkcji, być może to i owo w przepisie zostanie zmienione:)

 ***






PS. 30 lipca 2013: Produkt końcowy. Przefiltrowany. I z dodatkiem melisy. Pachnie jak lekarstwo, ten zapach skojarzył mi się - nie wiem dlaczego - z walerianą, ale pachnie przyjemnie a smak ma doskonały.

Nalewka barwę ma przepiękną, krwistą, czystą. Ciekawe, czy z czasem nie zbrązowieje, jak większość dojrzałych nalewek.


Użyłam do słodzenia miodu wielokwiatowego, który jest słodszy od wrzosowego. Wrzosowy ma goryczkę i myślę, że użycie miodu wielokwiatowego miało tu więcej kulinarnego sensu.

Polecam produkcji :)))








niedziela, 9 czerwca 2013

Sos miętowy

Nie byłam zachwycona przygotowanym niedawno angielskim sosem miętowym. Niestety... Pęczek dzikiej mięty posiekałam (pomogłam sobie mikserem), zaparzyłam pod przykryciem odrobiną wody i zaprawiłam octem winnym z białego wina, solą, pieprzem oraz cukrem. Zapach piękny. Smak już mniej. Sosik stoi sobie w lodówce zapakowany w słoiczek i czeka na kawałek baraniny, bo do innych mięs moim zdaniem się nie nadaje. W każdym razie odnotowuję przygotowanie sosu ;)

Fot. Ciotka Chichotka