Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nalewki oraz inne trunki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nalewki oraz inne trunki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 18 maja 2017
Syrop ze ślazu piżmowego
Chciałabym zwrócić dziś Waszą uwagę na pewną roślinę, która świetnie sprawdzi się w kuchni jako słodki dodatek do deserów. Chodzi mianowicie o ślaz piżmowy a konkretnie o jakie kwiaty. Oczywiście trochę za wcześnie jeszcze na kwitnienie tego ziółka, ale warto już teraz rozejrzeć się za jego stanowiskiem. Kwiaty ślazu działają lekko wykrztuśnie, łagodząco na ból gardła, ale przy normalnym użytkowaniu w kuchni przed wszystkim będzie pięknie pachnieć i smakować. Oczywiście ich lecznicze oddziaływanie jest słabsze w porównaniu z korzeniem. Przypomnę też, że korzeń ślazu lekarskiego ma zastosowanie także w cukiernictwie i poza syropem, można z nich robić popularne niegdyś cukierki... ślazowe :)
Do przygotowania syropu posłużą nam kwiaty wyłącznie świeżo rozwinięte. Nie zrywamy pąków ani tych kwiatów już zaczynających przekwitać. Wkładamy je do słoika i zalewamy wrzątkiem, Zakręcamy słoik na gorąco i dostawiamy na dobę. Po tym czasie odcedzamy do rondelka. Kwiaty lekko wyciskamy. Wsypujemy cukier (1 litr wody, ok. 1 kg cukru), dodajemy sok z 1 cytryny lub nawet dwóch (zależnie jak bardzo jest soczysta, można wsypać dwie łyżki kwasku cytrynowego) i zagotowujemy. Po kilku minutach zlewamy syrop do butelek i zakręcamy. Moje butelki mają zakrętki typu twest i nie wiem, jak dobrze da się taki syrop przechować w zwykłych butelkach.
Trzeba pamiętać, aby kwiatów w słoiku, do którego nalewamy wrzątek, było po prostu dużo, wtedy syrop będzie smaczniejszy a jego aromat - silniejszy. Ja staram się zawsze nieco je ugnieść. Do jakich deserów można taki syrop wykorzystać? Do polewania lodów, budyniów śmietanowych, naleśników i do nasączania ciasta tortowego. Można też na jego bazie przyrządzić smaczny napój. Syrop ma ładny różowy kolor, z czasem oczywiście nieco się zmieni, ale niewiele, zapach zaś jest niesamowity.
Przypominam, że w podobny sposób można przygotować syropy z innych kwiatów, np. czarnego bzu, lilaka, róży, mirabelki, fiołków, itp. Niewiele trzeba włożyć w to wysiłku i pieniędzy a przyjemności jest wiele. No i ten podziw i zaskoczenie w oczach gości - bezcenne :) Bardzo polecam :)
piątek, 27 marca 2015
Żenicha
Trzeba było przelać nastawioną żenichę do butelek. Tak, tak, to już pora: miód się rozpuścił, zioła oddały nalewce to, co powinny. Postanowiłam jej nie filtrować. Osadu z róży jest sporo i w zasadzie wyszedł krem niż klasyczna, klarowna nalewka. I niech tak już zostanie. Do produkcji użyłam wydrylowanych owoców dzikiej róży, po to, aby je później zapakować do małych słoiczków i... zjadać. Owoce z nalewki cieszą się sporym powodzeniem :)
Jako Ciotka Chichotka stwierdzam, że eksperyment z żenichą zdecydowanie się udał i w tym roku zostanie powtórzony. Będzie to jednak już inny przepis, który muszę odtworzyć na podstawie opowieści i wspomnień bliskiej mi osoby. W zasadzie nie będzie to "żenicha", lecz po prostu nalewka różana, której nazwę dopiero zamierzam nadać :)
Butelki z żenichą trafią do przyjaciół i tak zwanej spiżarni. Muszą postać jeszcze do października, wtedy nabiorą właściwego smaku. Aromat już zdecydowanie jest! Do przygotowania nalewki użyłam owocu róży, rumianku, mięty, miodu, cukru i przypraw w proporcjach innych, niż te z przepisów dostępnych w internecie. I w tym cała tajemnica.
PS. Sporo na rynku ogrodniczym różnych odmian mięt. Czy wiecie, że każda z nich nadaje nalewkom trochę inny aromat?
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Jako Ciotka Chichotka stwierdzam, że eksperyment z żenichą zdecydowanie się udał i w tym roku zostanie powtórzony. Będzie to jednak już inny przepis, który muszę odtworzyć na podstawie opowieści i wspomnień bliskiej mi osoby. W zasadzie nie będzie to "żenicha", lecz po prostu nalewka różana, której nazwę dopiero zamierzam nadać :)
Butelki z żenichą trafią do przyjaciół i tak zwanej spiżarni. Muszą postać jeszcze do października, wtedy nabiorą właściwego smaku. Aromat już zdecydowanie jest! Do przygotowania nalewki użyłam owocu róży, rumianku, mięty, miodu, cukru i przypraw w proporcjach innych, niż te z przepisów dostępnych w internecie. I w tym cała tajemnica.
PS. Sporo na rynku ogrodniczym różnych odmian mięt. Czy wiecie, że każda z nich nadaje nalewkom trochę inny aromat?
wtorek, 24 marca 2015
Boże liczko
Wiosnę we Wsiowej Kuchni rozpoczęło zbieranie podbiału. To ziele - jak się okazało - chętnie było zbierane po sieradzkich wsiach i skutecznie wykorzystywane. Od jakiegoś czasu szukałam podbiału własnie z tego powodu, trochę ze względu na wspomnienia, trochę etnograficznie, bo aspekt zdrowotny był dla mnie drugorzędny.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Najpierw kwiat! Doskonale widoczny na przydrożach, rumowiskach, gliniastych zboczach. Zwraca się złotym liczkiem ku słońcu i grzeje się w jego pierwszych, ciepłych promieniach. Cudowna roślina. I z tej cudownej roślinki we Wsiowej Kuchni robi się specyfiki znane przede wszystkim jako syrop na kaszel i syrop leczniczy na ból gardła. W tym celu można wykorzystać nie tylko kwiaty (zbieramy koszyczki bez łodyżek) ale i liście odziomkowe, które wyrastają po przekwitnięciu rośliny, czyli trochę później (ścinamy blaszki liściowe bez ogonków). Na razie pora kwiatowa, zatem...
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Pierwsza rzecz to syrop. Dwa litry kwiatów zasypujemy w dużym słoju kilogramem cukru, lekko przygniatamy i czekamy, aż puszczą sok a cukier się rozpuści. Można zaczekać aż lekko sfermentują. Odlewamy i już. Syrop gotowy, wystarczająco gęsty. Wysoka zawartość cukru gwarantuje, że syrop się nie zepsuje, ale Ciotka Chichotka przechowuje go w lodówce, bo nie lubi pasteryzować syropów, ani ich dodatkowo zagęszczać długim podgrzewaniem. W tym roku jednakże trzeba było pójść krok dalej. Część syropu, który już jest nastawiony, zostanie odlana do buteleczek jako lekarstwo, do reszty zaś wraz z kwiatami doleję litr lekko rozcieńczonego spirytusu. Finalnie chcę uzyskać 4 litry zdrowotnej nalewki z podbiału. trzeba rozważyć ilość przypraw, moc finalną, dodatek innych ziół a może zebranych później liści podbiałowych.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Druga rzecz, to przygotowanie suszu. Napar z kwiatów czy liści ma podobne działanie do syropu, ale można go wykorzystać na różne sposoby do płukanek, okładów, maseczek... trzeba będzie i tym się zająć. Kwiatu już troszkę Ciotka Chichotka ususzyła, będzie smaczny i zdrowy dodatek do herbat :)
Dla żądnych dobrej porcji wiedzy, polecam zaś: http://rozanski.li/?p=435
wtorek, 23 września 2014
Likier z czeremchy, cz. 3
Ciąg dalszy pracy nad likierem :) Czeremchę odcedzono, odciśnięto w szmatce i dla pewności przelano niepełną szklanką wody. Następnie do dużego słoja wlano alkohol z nastawu, płyn pozostały po odciśnięciu czeremchy oraz pół litra soku przechowanego w lodówce. Całość dopełniono wodą do pojemności dwóch litrów.
Ciotka Chichotka zdecydowała czym likier zaprawić. Do słoja trafiły dwie pełne garście świeżej melisy i skórka okrojona z połowy cytryny. Pachnie pięknie!
Słój z likierem schowano do szafki na co najmniej miesięczne zapomnienie. Później zostanie przefiltrowany i... być może podarowany :)
Ciotka Chichotka zdecydowała czym likier zaprawić. Do słoja trafiły dwie pełne garście świeżej melisy i skórka okrojona z połowy cytryny. Pachnie pięknie!
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Słój z likierem schowano do szafki na co najmniej miesięczne zapomnienie. Później zostanie przefiltrowany i... być może podarowany :)
poniedziałek, 8 września 2014
Likier z czeremchy, cz.2
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Trzeba też dobrze rozważyć różne wersje doprawienia likieru... Jakich użyć ziół? Albo korzeni? Cytryna czy limonka? Może pozostawić choć trochę w naturalnym smaku czeremchy? A dlaczego rozważać już teraz? Niektóre ciekawe zaprawy można wcześniej przygotować z ziół, jakie jeszcze można zebrać na Ugorach :)
poniedziałek, 1 września 2014
Likier z czeremchy, cz.1
Wczoraj Ciotka Chichotka natargała czeremchy i postanowiła eksperymentować przy produkcji nalewek. Trzy litry bardzo dojrzałych jagód wsypała do wielkiego słoja i zasypała kilogramem cukru. Postanowiła, że tym razem będzie to likier w czterech smakowitych (oby!) wersjach.
Na ten moment ogromny słój stoi w kuchni i powolutku pojawia się sok. Zanim będzie można go odlać jeszcze minie troszkę czasu. O postępach Ciotka Chichotka będzie informować. Tymczasem dobra rada: proszę zbierać te grona, które mają zabarwione na wiśniowo szypułki. Zbierzecie czeremchę słodszą i bardziej soczystą :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Na ten moment ogromny słój stoi w kuchni i powolutku pojawia się sok. Zanim będzie można go odlać jeszcze minie troszkę czasu. O postępach Ciotka Chichotka będzie informować. Tymczasem dobra rada: proszę zbierać te grona, które mają zabarwione na wiśniowo szypułki. Zbierzecie czeremchę słodszą i bardziej soczystą :)
sobota, 23 sierpnia 2014
Czeremcha
Niestety, w tym roku jarzębina nie obrodziła. To znaczy... obrodziła, ale drzewa rosną w miejscach, z których nie warto pozyskiwać owoców. Wielka szkoda! Przetwory z jarzębiny cieszą się dużym powodzeniem i dobrze, że w zeszłym roku Ciotka Chichotka przygotowała ich trochę więcej niż potrzebowała. Ale za to pięknie owocuje czeremcha.
Czeremcha to niskie drzewo lub krzew, którego w zasadzie nie można pomylić z zadnym innym, choć jego owoce podobne są do owoców szarłaku i kruszyny - silnie trujących. Jednakże to tylko owoce czeremchy rosną w gronach przypominających porzeczki lub winogrona.
Owoce (jagody) czeremchy, kiedy porządnie dojrzeją są bardzo słodkie, nadają się na soki, nalewki i powidełka. Można je zbierać już wtedy, kiedy osiągną kolor ciemnobrązowego, ale lepiej jest cierpliwie poczekać na ich pełne dojrzenie. Nie zrywa się całych gron, ale pojedyncze jagody, bo grona - niestety - dojrzewają bardzo nierównomiernie. Jagody są duże, dorodne, czasem wielkością zbliżone do rozmiarów borówki amerykańskiej - zrywa się je zatem stosunkowo szybko i wygodnie.
We Wsiowej kuchni przygotowano ostatnio sok z czeremchy. Dwa kilogramy oczyszczonych i przebranych jagód czeremchy zasypano 75 dag cukru i powolutku ogrzewano, aż puściły sok a cukier się rozpuścił. Gorący przelano do butelek 0,33 l. Pozostałości przetarto przez gęste sito, aby oddzielić resztki miąższu od pestek (zawierają amigdalinę!). Powstał w ten sposób sok przecierowy ;) Również został zapakowany do butelek. Z podanej ilości składników powinno wyjść 0,33 l x 4 soku. Można również po pierwszym odlaniu soku przetrzeć pozostałości do płaskiego rondla i smażyć jakiś czas na powidełka. Nie trzeba już wtedy dosypywać cukru - wyjdą wystarczająco słodkie :)
Smacznego!
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Czeremcha to niskie drzewo lub krzew, którego w zasadzie nie można pomylić z zadnym innym, choć jego owoce podobne są do owoców szarłaku i kruszyny - silnie trujących. Jednakże to tylko owoce czeremchy rosną w gronach przypominających porzeczki lub winogrona.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
We Wsiowej kuchni przygotowano ostatnio sok z czeremchy. Dwa kilogramy oczyszczonych i przebranych jagód czeremchy zasypano 75 dag cukru i powolutku ogrzewano, aż puściły sok a cukier się rozpuścił. Gorący przelano do butelek 0,33 l. Pozostałości przetarto przez gęste sito, aby oddzielić resztki miąższu od pestek (zawierają amigdalinę!). Powstał w ten sposób sok przecierowy ;) Również został zapakowany do butelek. Z podanej ilości składników powinno wyjść 0,33 l x 4 soku. Można również po pierwszym odlaniu soku przetrzeć pozostałości do płaskiego rondla i smażyć jakiś czas na powidełka. Nie trzeba już wtedy dosypywać cukru - wyjdą wystarczająco słodkie :)
Smacznego!
czwartek, 31 lipca 2014
Napój karotenowy
Pić, pić!.. Upały zmusiły Ciotkę Chichotkę do kreatywności. Trzeba zadbać wszak o orzeźwienie i... podniebienie :) A ponieważ cenimy sobie marchewkę jako warzywo i bazę do przygotowywania napojów witaminowych, wybór był dość oczywisty. Tym bardziej, że ostatnio marchewka we Wsiowej Kuchni jest na topie - dopiero co zjedzono keks marchewkowy i zupę marchewkową (przepisy niebawem, fotki - dopiero przy powtórce z pieczenia i gotowania ;))
Zatem wczorajszy wieczór spędzono na tarciu marchwi. Napój jeszcze w produkcji, bo ma to być musujące orzeźwienie. Przygotowuje się go w podobny sposób jak kwasy, zawiera wiele witamin i mikroelementów, czyli to świetna alternatywa dla napojów i soków "kartonowych". Co istotne - bardzo tania i zdrowa alternatywa.
Napój karotenowy
1 kg marchewki startej na tarce o średnich otworach
8-10 l wody przegotowanej i przestudzonej
0,5 kg cukru
2 łyżeczki suszonych drożdży (łyżeczki do kawy)
5 goździków
1 mały kawałek kory cynamonowej
łyżeczka kwasku cytrynowego lub sok z 1 cytryny
2 kromki chleba razowego
Marchew, zasypujemy cukrem i odstawiamy na godzinę, następnie dodajemy przyprawy i zalewamy przestudzoną i przegotowaną wodą (ma być ciepła, ale nie gorąca). Na koniec wsypujemy drożdże i wkładamy 2 kromki chleba razowego (prawdziwego). Nakrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy na 24 godziny. Po tym czasie płyn przecedzamy i przelewamy do butelek. Należy je mocno zakręcić i pozostawić w temperaturze pokojowej na kolejny dzień. Trzeciego dnia przenosimy butelki do zimnej piwnicy lub po prostu wstawiamy do chłodziarki. Po schłodzeniu napój już nadaje się do picia.
![]() |
| Źródło: TUTAJ |
Zatem wczorajszy wieczór spędzono na tarciu marchwi. Napój jeszcze w produkcji, bo ma to być musujące orzeźwienie. Przygotowuje się go w podobny sposób jak kwasy, zawiera wiele witamin i mikroelementów, czyli to świetna alternatywa dla napojów i soków "kartonowych". Co istotne - bardzo tania i zdrowa alternatywa.
Napój karotenowy
1 kg marchewki startej na tarce o średnich otworach
8-10 l wody przegotowanej i przestudzonej
0,5 kg cukru
2 łyżeczki suszonych drożdży (łyżeczki do kawy)
5 goździków
1 mały kawałek kory cynamonowej
łyżeczka kwasku cytrynowego lub sok z 1 cytryny
2 kromki chleba razowego
Marchew, zasypujemy cukrem i odstawiamy na godzinę, następnie dodajemy przyprawy i zalewamy przestudzoną i przegotowaną wodą (ma być ciepła, ale nie gorąca). Na koniec wsypujemy drożdże i wkładamy 2 kromki chleba razowego (prawdziwego). Nakrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy na 24 godziny. Po tym czasie płyn przecedzamy i przelewamy do butelek. Należy je mocno zakręcić i pozostawić w temperaturze pokojowej na kolejny dzień. Trzeciego dnia przenosimy butelki do zimnej piwnicy lub po prostu wstawiamy do chłodziarki. Po schłodzeniu napój już nadaje się do picia.
niedziela, 20 lipca 2014
Kwas z czarnej porzeczki
Temperatury zmuszają do szukania ochłody, dlatego też we Wsiowej Kuchni nie myśli się o gotowaniu, smażeniu, czy pieczeniu, ale raczej o przygotowywaniu napojów chłodzących. I smacznych oczywiście. Od pewnego czasu rozsmakowałam się w kwasach. Napoje to orzeźwiające, pyszne i z ogromną zawartością witamin. Przygotowanie ich nie trwa długo a niewielkim kosztem można przyrządzić aż 10 litrów napoju. Dziś proponuję kwas porzeczkowy - moje najnowsze odkrycie smakowe :)
Kwas porzeczkowy
1 kg czarnych porzeczek
70 dag cukru
2 łyżeczki płaskie suszonych drożdży
10 litrów przegotowanej, ciepłej wody
6 goździków
1 mały kawałek kory cynamonu
Porzeczki obieramy z szypułek, opłukujemy i przesypujemy do rondla. W rondlu wygniatamy je, np. tłuczkiem do ziemniaków na miazgę. Przekładamy ją na duże perlonowe sito i przelewając wodą odzyskujemy sok. Opłukujemy w ten sposób miazgę z soku, do czasu aż ściekający z sita płyn straci barwę - to będzie akurat 10 litrów wody :) Można oczywiście wycisnąć sok w sokowirówce, przepłukiwać miazgę z pojemnika na resztki i następnie płyn połączyć z sokiem. Następnie dodajemy cukier, goździki, pokruszony cynamon, drożdże i pozostawiamy naczynie na dobę pod przykryciem (może być pokrywka lub ściereczka) w temperaturze pokojowej. Po tym czasie przelewamy do butelek i odstawiamy w chłodne miejsce (czyli do lodówki). Po kolejnych dwóch dniach można pić i zachwycać się niecodziennym smakiem :)
Nie należy przetrzymywać kwasu w ciepłym miejscu dłużej niż 24 godziny, bo zrobi się winko :) I trzeba uważać z ilością kory cynamonu. Może przytłumić smak i aromat porzeczki! Smacznego :)
Kwas porzeczkowy
1 kg czarnych porzeczek
70 dag cukru
2 łyżeczki płaskie suszonych drożdży
10 litrów przegotowanej, ciepłej wody
6 goździków
1 mały kawałek kory cynamonu
Porzeczki obieramy z szypułek, opłukujemy i przesypujemy do rondla. W rondlu wygniatamy je, np. tłuczkiem do ziemniaków na miazgę. Przekładamy ją na duże perlonowe sito i przelewając wodą odzyskujemy sok. Opłukujemy w ten sposób miazgę z soku, do czasu aż ściekający z sita płyn straci barwę - to będzie akurat 10 litrów wody :) Można oczywiście wycisnąć sok w sokowirówce, przepłukiwać miazgę z pojemnika na resztki i następnie płyn połączyć z sokiem. Następnie dodajemy cukier, goździki, pokruszony cynamon, drożdże i pozostawiamy naczynie na dobę pod przykryciem (może być pokrywka lub ściereczka) w temperaturze pokojowej. Po tym czasie przelewamy do butelek i odstawiamy w chłodne miejsce (czyli do lodówki). Po kolejnych dwóch dniach można pić i zachwycać się niecodziennym smakiem :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Nie należy przetrzymywać kwasu w ciepłym miejscu dłużej niż 24 godziny, bo zrobi się winko :) I trzeba uważać z ilością kory cynamonu. Może przytłumić smak i aromat porzeczki! Smacznego :)
wtorek, 24 czerwca 2014
Kwas tymiankowy
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Do przygotowania kwasu można użyć tymianku świeżego lub suszonego. Sprawdza się także sok / syrop tymiankowy, który można przyrządzić dokładnie tak samo jak syrop z kwiatów czarnego bzu. Moim zdaniem najlepiej smakuje jednak kwas przygotowany na świeżym tymianku. A zatem, gałązki tymianku lekko upychamy w litrowym słoju i zalewamy wrzątkiem. Zakręcamy nakrętkę i odstawiamy na dobę, aby napar naciągnął i był mocny. Następnie płyn odcedzamy, wyciskamy gałązki w lnianą ściereczkę, aby wszystkie dobroci trafiły do naparu i uzyskany w ten sposób płyn przelewamy do czterolitrowego słoja, dopełniając go przegotowaną, mocno ciepłą wodą. Dosypujemy około 15-20 dag cukru, dodajemy sok wyciśnięty z dwóch dorodnych, soczystych cytryn, płaską łyżeczkę (niepełną) suszonych drożdży oraz kilka rodzynek. Na słój nakładamy nakrętkę (bez dokręcania) lub obwiązujemy go ściereczką i odstawiamy na 3-4 dni. Po tym czasie ostrożnie przelewamy kwas do butelek. Do każdej wkładamy po 3 rodzynki, mocno zakręcamy i odstawiamy w chłodne miejsce na kolejne dwa dni. I już - można pić :)
piątek, 20 czerwca 2014
"Pasikonik"
Co prawda krzewy dzikiej róży powoli przekwitają, ale jeszcze można znaleźć takie, które są w pełni kwitnienia. A warto, bo płatki róży można wykorzystać do przygotowania pewnej nalewki, którą zwie się "Pasikonik". Zastanawiałam się, czy nazwa sugeruje skutki uboczne spożycia takiego trunku, czy raczej chodzi o to, iż sporządza się go z ziół? Przepis to litewski, a litewskie trunki na ziołach słyną z tego, że są... wyskokowe :)
Na nalewkę potrzebujemy po łyżeczce suszonego kwiatu róży, ruty, mięty, mały kawałek cynamonu, kilka goździków, kawałek świeżego imbiru i gałki muszkatołowej. Zioła i przyprawy zalewamy szklanką wody i gotujemy około 20 minut. Rozpuszczamy pół szklanki miodu, do miodu dolewamy ziołowy wywar i zalewamy litrem wódki. Całość należy podgrzać pod przykryciem (ale nie gotować!). Przelewamy płyn do słoja, następnie, kiedy różne takie fragmenty ziół i przypraw opadną na dno, rozlewamy do butelek. I odstawiamy w chłodne, ciemne miejsce na kilka tygodni lub nawet miesięcy.
No to zabieramy się do twórczej pracy :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
No to zabieramy się do twórczej pracy :)
czwartek, 1 maja 2014
Kwas jabłkowy
Zeszłoroczne jabłka warto wykorzystać do zrobienia kwasu jabłkowego. Smaczniejszy byłby z jabłek wczesnych (spadów czy świeżo zerwanych), ale na te trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. 1,5 kg jabłek krajamy w plastry i układamy w dużym naczyniu, dodajemy dwie garście suszonych winogron lub rodzynków, zasypujemy cukrem (około 80 dag) i zalewamy przegotowaną, ciepłą wodą. Na taką ilość produktów wody powinno być około 10 litrów. Następnie dodajemy roztarte w odrobinie ciepłej wody drożdże (2 dag). Odstawiamy naczynie do sfermentowania, następnie przez gęstą ściereczkę przelewamy do butelek i przechowujemy podobnie jak kwas chlebowy. Kwas z jabłek gotowy jest do picia po mniej więcej 3-4 dniach. Ma łagodny smak i delikatny, jabłkowy aromat.
Smacznego!
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Smacznego!
środa, 30 kwietnia 2014
Nalewka na pędach sosny
Sosnówka chodziła za Ciotką Chichotką już jakieś trzy lata, ale przegrywała z szyszkówką. W tym roku jednakże we Wsiowej Kuchni pachnie młodą sosną, bo Ciotka przytargała z Ugorów sosnowych, żywicznych odrostów, w ilości wystarczającej na butelkę syropu i dwa litry nalewki.
Pędy przebrać z igieł, pajączków, opłukać, połamać na mniejsze kawałki i zasypać cukrem (tu użyto 0,75 kg na każdy słój). Słoje czterolitrowe należy wypełniać do 3/4 wysokości, kiedy pędy puszczą sok i rozpuści się cukier powinny zajmować pół objętości słoja. Słoje zakręcamy i niech tak sobie stoją w słoneczku tydzień albo i dwa. Później należy odlać sok (będzie z niego syrop na kaszel) - z każdego słoja po mniej więcej 300 ml. Resztę zawartości zalać alkoholem 45% (litr na jeden słój).
Oczywiście, za jakiś czas pojawi się fotka ilustrująca efekt końcowy tego eksperymentu :))
Fot. Ciotka Chichotka
Pędy przebrać z igieł, pajączków, opłukać, połamać na mniejsze kawałki i zasypać cukrem (tu użyto 0,75 kg na każdy słój). Słoje czterolitrowe należy wypełniać do 3/4 wysokości, kiedy pędy puszczą sok i rozpuści się cukier powinny zajmować pół objętości słoja. Słoje zakręcamy i niech tak sobie stoją w słoneczku tydzień albo i dwa. Później należy odlać sok (będzie z niego syrop na kaszel) - z każdego słoja po mniej więcej 300 ml. Resztę zawartości zalać alkoholem 45% (litr na jeden słój).
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Oczywiście, za jakiś czas pojawi się fotka ilustrująca efekt końcowy tego eksperymentu :))
sobota, 28 grudnia 2013
Kwas z dzikiej róży
Pogoda sprzyja wyprawom na Ugory. Warto bacznie rozejrzeć się dookoła i nazbierać owoców dzikiej róży, które przetrzymały przymrozki w dobrej kondycji i zachowały jędrność. Być może nie będą to ilości, które pozwalają na jakieś wielkie przetwórstwo, ale taki kwas?.. Dlaczego nie spróbować?
Przepis znaleziony został w internecie. Bardzo Ciotkę Chichotkę zainteresował, ale go troszkę zmodyfikowała. Przede wszystkim kwasek cytrynowy zastąpiła sokiem ze świeżej cytryny a świeże drożdże suszonymi.
Kwas z owoców dzikiej róży
5 szklanek świeżych owoców róży (lub 3 szklanki suszonych owoców),
Przepis ten i kilka innych na przetwory z dzikiej róży można znaleźć TUTAJ. Myślę, że warto je wypróbować :)
Przepis znaleziony został w internecie. Bardzo Ciotkę Chichotkę zainteresował, ale go troszkę zmodyfikowała. Przede wszystkim kwasek cytrynowy zastąpiła sokiem ze świeżej cytryny a świeże drożdże suszonymi.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Kwas z owoców dzikiej róży
5 szklanek świeżych owoców róży (lub 3 szklanki suszonych owoców),
1 - 2
szklanki cukru,
5 - 10 g drożdży lub płaska łyżeczka od kawy drożdży suszonych
1 łyżeczka kwasku cytrynowego lub sok z jednej cytryny,
4
litry wody
Owoce róży umyć ciepłą wodą i włożyć do szklanego naczynia.
Przygotować syrop z wody, cukru i kwasku cytrynowego lub soku z cytryny. Letnim syropem
zalewamy owoce róży, dodajmy drożdże rozpuszczone w odrobinie syropu,
całość odstawiamy na 2 - 3 dni w pokojowej temperaturze. Następnie kwas przecedzić, rozlać do butelek, mocno zakorkować. Do
każdej butelki można dodać po łyżeczce cukru, lub 3 - 5 rodzynek.
Przechowywać chłodnym miejscu. Kwas będzie do spożycia po 2 - 3 dniach.
Przepis ten i kilka innych na przetwory z dzikiej róży można znaleźć TUTAJ. Myślę, że warto je wypróbować :)
sobota, 2 listopada 2013
Głogówka świąteczna
To chyba będzie w tym roku ostatnia nalewka we Wsiowej Kuchni. Dwa litry rubinowego głogu pysznią się całkiem świątecznie i kuszą. Głóg bezapelacyjnie kojarzy się z Bożym Narodzeniem i tak go Ciotka Chichotka postanowiła przygotować - na świątecznie :) Taka nalewka powinna rozgrzewać i działać wzmacniająco na serce, bo i takie działanie ma owoc głogu. Ma on wiele składników mineralnych, dużo fosforu, żelaza i krzemu, jest bogaty w karoteny i związki flawonowe oraz witaminę B1. Chociaż jest trochę mdły to jednak warto się nim zainteresować. Poza nalewkami można przecież produkować wina głogowe, smażyć dżemy i marmolady. W niektórych krajach owoce głogu dodaje się do pieczonych pierogów i do mąki chlebowej. Jedynym problemem jest niestety wielkość owoców. Drylowanie ich jest żmudne i bardzo niewdzięczne.
Ciotka Chichotka zachwyca się tymi klejnotami jesieni szczerze. Robi im zdjęcia. Dotyka gładkiej skórki. Wącha. Rozważa. I postanawia, że będzie nalewka i już ;) Poszła na ugory i narwała głogu. Umyła porządnie i oczyściła owoce z ogonków. Lekko zgniecione zalała litrem spirytusu i czeka teraz trzy tygodnie aż alkohol naciągnie głogiem i jego dobrociami. Do słoja dorzuciła również kawałek kory cynamonowej i kilka goździków.
Po trzech tygodniach alkohol zostanie przefiltrowany i połączony z syropem przygotowanym (czyli ugotowanym) z miodu (20 dkg), wody (1 l) oraz soku z cytryny. Przed rozlaniem do butelek nalewka musi postać kolejne trzy tygodnie, po upływie których zostanie przefiltrowana. Butelki wypełnione przefiltrowaną nalewką znowu odstawić trzeba będzie na minimum trzy miesiące. Nalewka to świąteczna i zimowa, ale wypić ją będzie można chyba dopiero na Wielkanoc albo i za rok! Nie szkodzi. W Wsiowej Kuchni mamy wszak orzechówkę i szyszkówkę, zatem rozgrzać się będzie można i jeszcze obdarować niespodziewanego gościa. Oczywiście Ciotka Chichotka pochwali się zdjęciami z produkcji głogówki :)
11.12.2013
PS. Trzeba się pochwalić :)
Nalewka z czasem nabrała koloru mocnej herbaty. Przy nastawianiu nalewki warto też zwrócić uwagę na ilość przypraw, którymi wzbogacamy smak. lepiej nie przesadzić, ale stopniowo dorzucać dodatkowe goździki czy jeszcze jeden kawałek kory. Nadmiar przypraw sprawi, że nalewka będzie bardziej pikantna, ostra w smaku. Ilość zaproponowana w przepisie jest zatem wystarczająca.
Nalewka bardzo zyskuje na smaku, kiedy może sobie spokojnie dojrzewać. Tu cierpliwość jest szczególnie potrzebna. Dodatkowy tydzień może baaardzo wiele zmienić na lepsze, zatem Ciotka Chichotka cierpliwie poczeka minimum pół roku na to, aby podać głogówkę na stół :)
Tyle rad praktycznych z etapu produkcji :)))
Smacznego!
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Ciotka Chichotka zachwyca się tymi klejnotami jesieni szczerze. Robi im zdjęcia. Dotyka gładkiej skórki. Wącha. Rozważa. I postanawia, że będzie nalewka i już ;) Poszła na ugory i narwała głogu. Umyła porządnie i oczyściła owoce z ogonków. Lekko zgniecione zalała litrem spirytusu i czeka teraz trzy tygodnie aż alkohol naciągnie głogiem i jego dobrociami. Do słoja dorzuciła również kawałek kory cynamonowej i kilka goździków.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Po trzech tygodniach alkohol zostanie przefiltrowany i połączony z syropem przygotowanym (czyli ugotowanym) z miodu (20 dkg), wody (1 l) oraz soku z cytryny. Przed rozlaniem do butelek nalewka musi postać kolejne trzy tygodnie, po upływie których zostanie przefiltrowana. Butelki wypełnione przefiltrowaną nalewką znowu odstawić trzeba będzie na minimum trzy miesiące. Nalewka to świąteczna i zimowa, ale wypić ją będzie można chyba dopiero na Wielkanoc albo i za rok! Nie szkodzi. W Wsiowej Kuchni mamy wszak orzechówkę i szyszkówkę, zatem rozgrzać się będzie można i jeszcze obdarować niespodziewanego gościa. Oczywiście Ciotka Chichotka pochwali się zdjęciami z produkcji głogówki :)
11.12.2013
PS. Trzeba się pochwalić :)
![]() |
| Filtrowanie. Fot. Ciotka Chichotka |
Nalewka z czasem nabrała koloru mocnej herbaty. Przy nastawianiu nalewki warto też zwrócić uwagę na ilość przypraw, którymi wzbogacamy smak. lepiej nie przesadzić, ale stopniowo dorzucać dodatkowe goździki czy jeszcze jeden kawałek kory. Nadmiar przypraw sprawi, że nalewka będzie bardziej pikantna, ostra w smaku. Ilość zaproponowana w przepisie jest zatem wystarczająca.
![]() |
| Butelki z przefiltrowaną nalewką czekają na swoje etykiety :) Fot. Ciotka Chichotka |
Nalewka bardzo zyskuje na smaku, kiedy może sobie spokojnie dojrzewać. Tu cierpliwość jest szczególnie potrzebna. Dodatkowy tydzień może baaardzo wiele zmienić na lepsze, zatem Ciotka Chichotka cierpliwie poczeka minimum pół roku na to, aby podać głogówkę na stół :)
Tyle rad praktycznych z etapu produkcji :)))
Smacznego!
czwartek, 12 września 2013
Jarzębinówka
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Po tym czasie do słoika Ciotka Chichotka wlała 1 litr alkoholu o mocy około 50% (pół litra spirytusu + pół litra wody). Słój odstawi na około miesiąc, następnie nastaw odleje i szczelnie zakręci w mniejszym słoju. Owoce zgniecie zwykłym tłuczkiem do ziemniaków (metalowym, przy użyciu drewnianego są pewne straty soku) i ponownie zaleje litrem alkoholu (także o mocy ok. 50%). I znów będzie czekać :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Po kolejnym miesiącu trzeba będzie przecedzić nalew a owoce wycisnąć w ściereczce. nalewy łączyć, przefiltrować do butelek i odstawić na co najmniej trzy miesiące, aby dojrzały. Nalewka im starsza tym lepsza, zatem cierpliwości, cierpliwości :)
PS. Ciotka Chichotka postanowiła zaszaleć i z jarzębiny przygotować prezenty gwiazdkowe. Tak, tak, we Wsiowej Kuchni już teraz myśli się o zimie! To bardzo wsiowe podejście do rzeczywistości, ale jakże słuszne i praktyczne. :)
***
23.10.2013: A oto przefiltrowana jarzębinówka przygotowana na kilkumiesięczne zapomnienie :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
niedziela, 18 sierpnia 2013
Kwas chlebowy
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Kwas chlebowy to napój powstający na drodze fermentacji razowego chleba. Dawniej niezwykle popularny w całej Europie, napój "narodowy" w Rosji, na Ukrainie czy Litwie. Fermentacja trwa około 3 dni, trwałość kwasu po zakończeniu fermentacji ocenia się na kolejne 3-4 dni. Z doświadczenia wiem, że w lodówce zdecydowanie można przechowywać go znacznie dłużej. Dla 3-4 osobowej rodziny można przygotowywać tej napój każdego tygodnia w ilości około 8-10 litrów (w sezonie letnim). Świetnie gasi pragnienie oraz wzbogaca dietę o mikroelementy i witaminy z grupy B.
Uważa się, że kwas chlebowy jest napojem bezalkoholowym, jednakże pewna zawartość alkoholu jest wyczuwalna - ma on bowiem specyficzny smak i zapach. Warto o tym pamiętać :)
Kilogram czerstwego, suchego chleba razowego (można resztki wysuszać w piekarniku i przechowywać w płóciennym woreczku) Ciotka Chichotka pokroiła na kawałki, ułożyła w wielkim słoju i zalała 4 litrami wrzątku. Wierzch słoja owinęła lnianą ściereczką i zapomniała o nim na dwa dni. Po tym czasie napar chlebowy przecedziła, przelała do dużego garnka (chleb wycisnęła nad garnkiem), dodała sok z dwóch cytryn, pół kilograma cukru, kilka rodzynek i płaską, małą łyżeczkę suszonych drożdży. Całość wymieszała i dopełniła przegotowaną wodą do pojemności 8 litrów. Garnek został obwiązany ściereczką i odstawiony do fermentacji na dwa dni. Po tym czasie Ciotka Chichotka zdjęła ściereczkę, pozbierała szumowiny, a napój przecedziła do butelek, uważając przy tym, aby nie przelać osadu z dna garnka. Butelki zakręciła i wstawiła do lodówki na kolejne dwa dni. Mniam :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Uwaga: w ten sposób powstaje napój musujący, warto zatem uważać przy odkręcaniu butelek :))
Smacznego!
niedziela, 4 sierpnia 2013
Sok z jarzębiny
Obiecałam przepisy na dobroci z jarzębiny. A zatem pierwszy z nich, czyli receptura na sok jarzębinowy, wysokosłodzony. To sok nasycony smakiem, wymaga rozcieńczania. Pięknie pachnie i ma dużo witaminy C. To idealny dodatek do zimowych herbat, wyszukanych deserów, ale i można na jego bazie przygotować letni napój: wystarczy do wysokiej szklanki wrzucić kilka kostek lodu, zalać je sokiem i uzupełnić naczynie wodą :)
Wróćmy jednak do receptury :) Około dwóch kilogramów owoców przez kilka dni przemroziłam w zamrażarce. Następnie, przystępując już bezpośrednio do przygotowania soku, wysypałam zmrożone owoce na blachę i wstawiłam do gorącego piekarnika, aby je zapiec. Dzięki tym zabiegom pozbywamy się ponoć goryczki a same owoce stają się słodsze. Piszę "ponoć", ponieważ goryczki jako takiej się nie pozbyłam, zaś owoce były zrywane nie w pełni dojrzałe, żeby zachować jak najwięcej witaminy C, zatem kwaskowatość również pozostała. Kiedyś, dość dawno temu, smażyłam dżem z jarzębiny i jabłek, wykorzystując jarzębinę zerwaną po przymrozkach. I w tym przypadku goryczka była wyczuwalna. Sądzę, że po prostu należy wybrać inną odmianę jarząbu (np. szwedzki).
Po zapieczeniu owoców (stały się miękkie i błyszczące) przełożyłam je do garnka i zalałam około dwoma litrami wody. Chwilę gotowałam, zaś owoce rozgniotłam zwykłym tłuczkiem do ziemniaków :)) Otrzymany sok zlałam do innego naczynia a owoce wycisnęłam przez bawełnianą ściereczkę. Połączyłam soki, wsypałam 1,2 kg cukru i wcisnęłam sok z jednej, dużej cytryny (można użyć kwasku cytrynowego). Zagotowałam, potrzymałam sok chwilę na ogniu, aby cukier dobrze się rozpuścił i przelałam do butelek, które zawekowały się "na gorąco".
Smacznego i na zdrowie! :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Wróćmy jednak do receptury :) Około dwóch kilogramów owoców przez kilka dni przemroziłam w zamrażarce. Następnie, przystępując już bezpośrednio do przygotowania soku, wysypałam zmrożone owoce na blachę i wstawiłam do gorącego piekarnika, aby je zapiec. Dzięki tym zabiegom pozbywamy się ponoć goryczki a same owoce stają się słodsze. Piszę "ponoć", ponieważ goryczki jako takiej się nie pozbyłam, zaś owoce były zrywane nie w pełni dojrzałe, żeby zachować jak najwięcej witaminy C, zatem kwaskowatość również pozostała. Kiedyś, dość dawno temu, smażyłam dżem z jarzębiny i jabłek, wykorzystując jarzębinę zerwaną po przymrozkach. I w tym przypadku goryczka była wyczuwalna. Sądzę, że po prostu należy wybrać inną odmianę jarząbu (np. szwedzki).
Po zapieczeniu owoców (stały się miękkie i błyszczące) przełożyłam je do garnka i zalałam około dwoma litrami wody. Chwilę gotowałam, zaś owoce rozgniotłam zwykłym tłuczkiem do ziemniaków :)) Otrzymany sok zlałam do innego naczynia a owoce wycisnęłam przez bawełnianą ściereczkę. Połączyłam soki, wsypałam 1,2 kg cukru i wcisnęłam sok z jednej, dużej cytryny (można użyć kwasku cytrynowego). Zagotowałam, potrzymałam sok chwilę na ogniu, aby cukier dobrze się rozpuścił i przelałam do butelek, które zawekowały się "na gorąco".
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Smacznego i na zdrowie! :)
środa, 10 lipca 2013
Nalewka z dziurawca i mięty
Bieganie ugorami przynosi Ciotce Chichotce wiele korzyści: ogląda piękne widoki i znajduje roślinność, która inspiruje do eksperymentów. Tak było ostatnio.
Zdobyczą były zioła, głównie rumianek lekarski i dziurawiec. Oba zioła posłużyły do przygotowania pewnych spirytusowych specyfików: wyciągu alkoholowego o działaniu ściągającym i łagodzącym (rumianek) oraz lekko uspokajającej nalewki o działaniu antydepresyjnym. Dziś o nalewce z dziurawca.
Dziurawiec to popularna bylina rosnąca na nieużytkach w całej Europie. Zioło to popularne było w medycynie ludowej jako środek wspomagający i leczący schorzenia przewodu pokarmowego, uspokajający ( a nawet rozweselający), służący do przemywania ran i czyraków. Dawniej wierzono również, że ziele dziurawca odgania szatana i uodparnia na jego negatywny wpływ.
Nadmierne spożywanie preparatów z dziurawca może być jednak szkodliwe. Wywołuje między innymi "swędzenie" żołądka. Natomiast długotrwałe przyjmowanie preparatów z dziurawca przy jednoczesnym wystawianiu się na słońce może wywołać oparzenia i trudne do leczenia rumienie.
Przepis na nalewkę Ciotka Chichotka znalazła w Internecie. Zainspirowana różnorodnością przepisów postanowiła jednak poeksperymentować całkiem samodzielnie. Zmienione zostały proporcje użytych składników, moc trunku i sposób przyprawienia.
Osiem kwiatostanów dziurawca (kwitnące szczyty gałązek, odcinane na wysokości 10-15 centymetrów) i pięć gałązek mięty pieprzowej zalać wrzątkiem (około szklanki) i parzyć pod przykryciem aż do wystudzenia. Następnie dolać spirytus (0,5 litra o mocy 95%) - w ten sposób uzyskamy alkohol o mocy około 70%. Pozostawiamy na 14 dni w słońcu. Wyciąg nabiera pięknej krwistej barwy - to dzięki właściwościom kwiatów, które są żółte :) Ważne jest, aby do nalewki trafiły nie tylko kwiaty, ale i listki - na ich powierzchni znajdują się liczne gruczoły z olejkiem eterycznym. Następnie odcedzamy i przetrawione rośliny zalewamy kolejną porcją alkoholu tym razem o małej mocy (40%), pozostawiamy na kolejne 14 dni, aby dokładnie przepłukać rośliny. Po tym czasie odcedzamy, rośliny wyciskamy, alkohole łączymy i zaprawiamy płynnym miodem (np. rzepakowym) w ilości dowolnej (jak ktoś lubi). Naczynie zakręcamy i odstawiamy na około 1 miesiąc, po tym czasie ostrożnie nalewkę zlewamy do butelek i odstawiamy na kolejny miesiąc. Pijemy po małym kieliszeczku, dla smaku lub uspokojenia :) Ale niezbyt często :)
Nalewka w produkcji, być może to i owo w przepisie zostanie zmienione:)
PS. 30 lipca 2013: Produkt końcowy. Przefiltrowany. I z dodatkiem melisy. Pachnie jak lekarstwo, ten zapach skojarzył mi się - nie wiem dlaczego - z walerianą, ale pachnie przyjemnie a smak ma doskonały.
Nalewka barwę ma przepiękną, krwistą, czystą. Ciekawe, czy z czasem nie zbrązowieje, jak większość dojrzałych nalewek.
Użyłam do słodzenia miodu wielokwiatowego, który jest słodszy od wrzosowego. Wrzosowy ma goryczkę i myślę, że użycie miodu wielokwiatowego miało tu więcej kulinarnego sensu.
Polecam produkcji :)))
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Zdobyczą były zioła, głównie rumianek lekarski i dziurawiec. Oba zioła posłużyły do przygotowania pewnych spirytusowych specyfików: wyciągu alkoholowego o działaniu ściągającym i łagodzącym (rumianek) oraz lekko uspokajającej nalewki o działaniu antydepresyjnym. Dziś o nalewce z dziurawca.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Dziurawiec to popularna bylina rosnąca na nieużytkach w całej Europie. Zioło to popularne było w medycynie ludowej jako środek wspomagający i leczący schorzenia przewodu pokarmowego, uspokajający ( a nawet rozweselający), służący do przemywania ran i czyraków. Dawniej wierzono również, że ziele dziurawca odgania szatana i uodparnia na jego negatywny wpływ.
Nadmierne spożywanie preparatów z dziurawca może być jednak szkodliwe. Wywołuje między innymi "swędzenie" żołądka. Natomiast długotrwałe przyjmowanie preparatów z dziurawca przy jednoczesnym wystawianiu się na słońce może wywołać oparzenia i trudne do leczenia rumienie.
Przepis na nalewkę Ciotka Chichotka znalazła w Internecie. Zainspirowana różnorodnością przepisów postanowiła jednak poeksperymentować całkiem samodzielnie. Zmienione zostały proporcje użytych składników, moc trunku i sposób przyprawienia.
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Osiem kwiatostanów dziurawca (kwitnące szczyty gałązek, odcinane na wysokości 10-15 centymetrów) i pięć gałązek mięty pieprzowej zalać wrzątkiem (około szklanki) i parzyć pod przykryciem aż do wystudzenia. Następnie dolać spirytus (0,5 litra o mocy 95%) - w ten sposób uzyskamy alkohol o mocy około 70%. Pozostawiamy na 14 dni w słońcu. Wyciąg nabiera pięknej krwistej barwy - to dzięki właściwościom kwiatów, które są żółte :) Ważne jest, aby do nalewki trafiły nie tylko kwiaty, ale i listki - na ich powierzchni znajdują się liczne gruczoły z olejkiem eterycznym. Następnie odcedzamy i przetrawione rośliny zalewamy kolejną porcją alkoholu tym razem o małej mocy (40%), pozostawiamy na kolejne 14 dni, aby dokładnie przepłukać rośliny. Po tym czasie odcedzamy, rośliny wyciskamy, alkohole łączymy i zaprawiamy płynnym miodem (np. rzepakowym) w ilości dowolnej (jak ktoś lubi). Naczynie zakręcamy i odstawiamy na około 1 miesiąc, po tym czasie ostrożnie nalewkę zlewamy do butelek i odstawiamy na kolejny miesiąc. Pijemy po małym kieliszeczku, dla smaku lub uspokojenia :) Ale niezbyt często :)
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Nalewka w produkcji, być może to i owo w przepisie zostanie zmienione:)
***
PS. 30 lipca 2013: Produkt końcowy. Przefiltrowany. I z dodatkiem melisy. Pachnie jak lekarstwo, ten zapach skojarzył mi się - nie wiem dlaczego - z walerianą, ale pachnie przyjemnie a smak ma doskonały.
Nalewka barwę ma przepiękną, krwistą, czystą. Ciekawe, czy z czasem nie zbrązowieje, jak większość dojrzałych nalewek.
Użyłam do słodzenia miodu wielokwiatowego, który jest słodszy od wrzosowego. Wrzosowy ma goryczkę i myślę, że użycie miodu wielokwiatowego miało tu więcej kulinarnego sensu.
Polecam produkcji :)))
piątek, 14 czerwca 2013
Dziki bez (2)
Eksperymentem zdecydowanie udanym, jeżeli chodzi o dziki bez, jest syrop z kwiatów bzu. Zainspirował mnie produkt IKEA :) Pomyślałam sobie, że przecież krzewów i niskich drzew dzikiego bzu w naszym kraju jest dostatek, zatem... dlaczego nie spróbować produkcji własnej? Postępowałam podobnie jak w przypadku syropu z kwiatów lipy. Oczywiście smak i zapach tego syropu jest intensywniejszy niż ten w "ikeowskim" produkcie, bo nie jest w żaden sposób filtrowany czy podprawiany.
Jak zatem zrobić domowy syrop z kwiatów dzikiego bzu? Z krzewów ścinamy baldachimy, zwracając uwagę na to, aby nie były z robaczkami. Wybieramy oczywiście te krzewy, które rosną poza miastem a nie na osiedlach czy wzdłuż ulic. W domy rozkładamy je, aby ewentualne robaczki wyprowadziły się z kwiatów. Obrywamy z baldachimów drobne kwiatuszki i sam kwiat upychamy do 3/4 wysokości w dużych słojach. Na słój czterolitrowy dolewamy sok z jednej cytryny lub wsypujemy zawartość 1 opakowania (małego) kwasku cytrynowego. Kwiaty zalewamy wrzątkiem, lekko przykręcamy nakrętkę i odstawiamy na 12-24 godz. Po tym czasie odcedzamy napar, kwiat wyciskamy i do uzyskanego w ten sposób płynu dosypujemy cukier. Zagotowujemy i zamykamy w butelkach lub małych słoikach na gorąco. Syrop pije się rozcieńczony wodą. Bardzo smaczny jest napój podany z kostkami lodu i rozcieńczony wodą mineralną, także taką gazowaną. należy jednak przy tym pamiętać, że woda gazowana ma swój gatunkowy smak :) Jeżeli ktoś chce może wcześniej kwiat opłukać, ja tego nie robię, ponieważ staram się zebrać kwiat z czystych okolic. No i żal mi cennego pyłku, który opada z kwiatów.
To idealny napój orzeźwiający i wzmacniający odporność na grypę i przeziębienia. Systematycznie ów syrop produkuje się we Wsiowej Kuchni, choć w tym roku rozważa się i produkcję leczniczego winka. Czy się uda?
![]() |
| Fot. Ciotka Chichotka |
Jak zatem zrobić domowy syrop z kwiatów dzikiego bzu? Z krzewów ścinamy baldachimy, zwracając uwagę na to, aby nie były z robaczkami. Wybieramy oczywiście te krzewy, które rosną poza miastem a nie na osiedlach czy wzdłuż ulic. W domy rozkładamy je, aby ewentualne robaczki wyprowadziły się z kwiatów. Obrywamy z baldachimów drobne kwiatuszki i sam kwiat upychamy do 3/4 wysokości w dużych słojach. Na słój czterolitrowy dolewamy sok z jednej cytryny lub wsypujemy zawartość 1 opakowania (małego) kwasku cytrynowego. Kwiaty zalewamy wrzątkiem, lekko przykręcamy nakrętkę i odstawiamy na 12-24 godz. Po tym czasie odcedzamy napar, kwiat wyciskamy i do uzyskanego w ten sposób płynu dosypujemy cukier. Zagotowujemy i zamykamy w butelkach lub małych słoikach na gorąco. Syrop pije się rozcieńczony wodą. Bardzo smaczny jest napój podany z kostkami lodu i rozcieńczony wodą mineralną, także taką gazowaną. należy jednak przy tym pamiętać, że woda gazowana ma swój gatunkowy smak :) Jeżeli ktoś chce może wcześniej kwiat opłukać, ja tego nie robię, ponieważ staram się zebrać kwiat z czystych okolic. No i żal mi cennego pyłku, który opada z kwiatów.
To idealny napój orzeźwiający i wzmacniający odporność na grypę i przeziębienia. Systematycznie ów syrop produkuje się we Wsiowej Kuchni, choć w tym roku rozważa się i produkcję leczniczego winka. Czy się uda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































