Zawsze staram się zebrać dużo szyszek, bo przecież nie ma pewności, czy w kolejnym roku sosna obrodzi. Tradycyjnie, cuda wianki typu syrop, nalewka, sok, przygotowuję w czterolitrowych słojach z nakrętkami. Tak jest i w tym przypadku. Szyszki - koniecznie zebrane w lasach oddalonych od dużych miejskich ośrodków - po szybkim opłukaniu na sicie, obsuszeniu i przekrojeniu na połówki (nieco większe na ćwiartki) wsypuję do słoi, do wysokości 4/5 pojemności naczynia i zasypuję mniej więcej kilogramem cukru. Po kilku dniach szyszki puszczą aromatyczny sok, który wraz z rozpuszczonym cukrem stworzy fantastyczny syrop. Nie zapominam, aby co kilka dni wstrząsnąć słojem i odkręcić na chwilę nakrętkę.
Z każdego słoja (po około dwóch tygodniach) odlewam po mniej więcej pół litra syropu - w różnych latach, różna to ilość, bo i "soczystość" szyszki trudno przewidzieć. Nie oczyszczam go jakoś specjalnie. Jest słodki, lekko cierpki w smaku i żywiczny. Doskonale leczy kaszel, łagodzi stany przeziębieniowe i wzmacnia. W celach wspomagających działanie witaminy C piję ów syropek 3 razy dziennie po jednej łyżce stołowej. Oczywiście syrop przechowuję w lodówce.
Ale to jeszcze nie koniec. Po zlaniu syropu do małych butelek, pozostawione w słoju szyszki wraz z resztą syropu zalewam alkoholem, najczęściej wódką, czasem - dla zwiększenia mocy - zmieszaną ze spirytusem. I cierpliwie czekam kilka tygodni, choć nie ukrywam, że czasem o nastawie zapominam na kilka miesięcy :) Przy dwóch słojach szyszek w syropie można otrzymać około 3-3,5 litrów doskonałej nalewki, której już nie doprawiam. Jeżeli smak otrzymuję mało sosnowy, czy mało słodki, do zlanej już nalewki dolewam trochę syropu szyszkowego przechowywanego w lodówce. Następnie całość po kilkukrotnym przefiltrowaniu rozlewam do butelek i... zapominam o nich na rok. Ach, przez kilka miesięcy z nalewu będzie wytrącać się tłusty, żywiczny osad, taki trochę brudzący naczynia, niezależnie od tego, czy nalew filtrowaliśmy czy nie. Dla mnie to dodatkowy walor produktu :)
Nalewka im starsza, tym większej nabiera mocy i smaku. Później rozdaję ją krewnym i znajomym jako prezenty :) I chyba nie muszę reklamować zalet leczniczo-rozgrzewająco-smakowych tego alkoholowego wynalazku: delikatnie cierpki, żywiczny, pachnący lasem. Polecam go i do herbatki, i do kawy.
| Fot. Ciotka Chichotka |

