Pisałam jakiś czas temu o soli krwawnikowej. Cieszy się ona we Wsiowej Kuchni dużym powodzeniem, ma konkretny aromat i zdecydowany smak. Oczywiście jej aromat uzależniony jest jest od ilości i jakości użytego zioła, ale wypracowałam już swoje ulubione proporcje i trzymam się ich, kiedy uzupełniam solny zapas. Jednakże we Wsiowej Kuchni nie jest to jedyna sól ziołowa! Doskonałą i niezastąpioną solą stała się sól... pokrzywowa :)
O odżywczych i prozdrowotnych walorach pokrzywy nie ma się co rozpisywać, ziółko to zasłużyło sobie zdecydowanie, aby uznać je za doskonałe warzywo, które może być podstawą zup, farszów, zapiekanek i czego tam sobie wymyślimy. Sól pokrzywową można zaś wykorzystać nie tylko kulinarnie, ale i kosmetycznie dodając garść lub dwie takiej ziołowej soli do kąpieli. Przekonacie się jednak, że będziecie woleli ją zjadać ;)
Nie mając świeżej pokrzywy - przypominam, że akurat jest sezon na pokrzywę! - można sobie świetnie poradzić wykorzystując do przygotowania soli pokrzywę suszoną. W tej postaci zawsze jest dostępna, bo przecież można spokojnie wykorzystać tę kupioną w sklepie zielarskim. Proporcje soli do zioła dobieramy dowolnie, zależnie od tego, czy odpowiada nam już smak i aromat. Ponieważ mam sporo suszonej, majowej pokrzywy a i cenię sobie jej smak oraz działanie odżywcze, moja sól zyskała dzięki zastosowaniu proporcji 1:1,5 wyjątkowo piękny zielony kolor i poza walorami smakowymi (uwielbiam pokrzywę) posiada także walor odżywczy i leczniczy.
Do czego taką sól wykorzystuję? Do posypywania kanapek, doprawiania sałat i surówek, do twarożku, do zup i sosów, do... wszystkiego :) Można osolić nią rosół, krupnik i żur - zyskają nowy, oryginalny smak. Warto spróbować.
wtorek, 24 maja 2016
środa, 18 maja 2016
Polewka z rdestowca na słodko
To kolejny eksperyment z rdestowcem. Konfident wszystkim smakuje, może polewka też znajdzie swoich fanów? Całe szczęście, że rdestowiec chwaści się i przymrozki nie były mu straszne - mogłam naciąć świeżych pędów. Trzeba się spieszyć, są już dość wysokie, ale liście jeszcze jeszcze nie są całkiem rozwinięte. Można ciąć górne części pędów, tak do długości około 40 centymetrów. Niższe są już zdrewniałe, choć nadal apetycznie wyglądają i w sumie na kwaśny wywar nadają się oczywiście i można je jeszcze wykorzystywać. Ale ja chciałam rdestowiec zjeść, zatem ścinałam jedynie górne, miękkie części pędów.
Trzydzieści dekagramów oczyszczonego i rozdrobnionego rdestowca (bez liści!) ugotowałam w lekko osolonej wodzie. Następnie przetarłam go przez sito, połączyłam z płynem (można zmiksować), dosłodziłam, zaklepałam łyżeczką rozbełtanej mąki kukurydzianej i podałam z drobnym makaronem. Obowiązkowo pojawił się kleks śmietany. Nie ma sensu tak klasycznie zaklepywać też zupę śmietaną - zmieszana z kwaśnym płynem szybko się zważy i raczej nie będzie to apetycznie wyglądać ;) Było bardzo smacznie. Co zatem potrzebujemy, żeby skosztować wsiowej polewki w tej wersji?
Polewka z rdestowca na słodko
30 dkg oczyszczonego rdestowca
0,7 l wody
szczypta soli
szczypta kolorowego pieprzu
pięć łyżeczek cukru (do smaku)
łyżka śmietany (do dekoracji)
łyżeczka maki kukurydzianej (do delikatnego zagęszczenia potrawy)
opcjonalnie: odrobina mielonego cynamonu lub imbiru
Myślę, że polewkę można spróbować podać także z grzankami z bułki pszennej, groszkiem ptysiowym (choć mnie nie smakował) lub makaronem z pokrojonych w paski gryczanych naleśników.
Smacznego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

