czwartek, 4 stycznia 2018

Barszcz wołyński na żeberkach

Barszcz wołyński to rodzaj kapuśniaku z kapusty włoskiej. Użycie sporej ilości mięsa sprawia, że jest to danie sycące i rozgrzewające. Na przepis natknęłam się przeglądając prasę kobiecą z lat 60-tych ubiegłego wieku. Musiałam oczywiście go zmodyfikować, bo niestety zupa sama w sobie była w smaku nieco mało wyrazista a ja  kostek rosołowych i różnego rodzaju mieszanek przyprawowych ze wzmacniaczami smaku nie używam.

Ponieważ kapusta jest bardzo plennym i tanim warzywem, często pojawiała się na wiejskich stołach. Podawano ją w postaci różnych kapuśniaków, potrawek zaklepywanych zwykłą mąką i okraszoną skwarkami. Bigosy wiejskie także nie były jakoś przesadnie bogate w składniki - oczywiście to była kwestia zasobności poszczególnych rodzin. W każdym razie bardzo często poszczególne potrawy niewiele się między sobą różniły - czasem jedynie nazwą i konsystencją. Barszcz wołyński jest już daniem "bogatym", bo z dużym dodatkiem mięsa wieprzowego. Nie będę tu wnikać w jakość i ceny aktualnie dostępnej na rynku wieprzowiny. Kogo stać na lepszej jakości mięso niech takie też wybiera.


Barszcz wołyński

1 kg żeberek wieprzowych
1 średnia główka kapusty włoskiej
ok. 1 kg ziemniaków
0,5 litra soku z pomidorów, domowego przetworzenia (może być inny)
1 pietruszka
1 marchewka
1/2 selera
1/2 cebuli
dwa listki laurowe
2 ziarnka ziela angielksiego
pół łyżeczki pieprzu czarnego w ziarnach
sok z cytryny
1/4 łyżeczki cukru
płaska łyżka mąki
1 łyżka masła
sól, pieprz
po pęczku koperku i pietruszki


Żeberka zalewamy lekko osoloną wodą, dodajemy listek laurowy, ziele angielskie oraz pieprz i gotujemy do momentu aż mięso będzie półmiękkie. Wyjmujemy je i do wywaru dodajemy startą na tarce włoszczyznę (można ją obsmażyć, to podniesie smak), poszatkowaną kapustę i pokrajane w kostkę, obrane ziemniaki. Mięso zdejmujemy z kości, kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do warzyw. Gotujemy je razem dodając cukier, sok z cytryny (około łyżeczki lub dwóch, do smaku), dodatkowo sól i pieprz, ale tylko w razie konieczności. Gotujemy aż mięso i kapusta będą miękkie. Następnie wlewamy sok pomidorowy. Mąkę mieszamy z odrobiną wody i ją też wlewamy do gotującej się zupy. Po chwili można wyłączyć gaz. Na koniec do barszczu dodajemy łyżkę masła i posiekaną zieleninę. Gotowe.





Z tych składników powinno wyjść około 5 litrów gęstego (od składników) barszczu. Oczywiście można użyć zwykłej kapusty czy innego rodzaju bardziej tłustego mięsa. Smak będzie nieco inny, ale nie widzę przeszkód - ja osobiście preferuję kreatywne podejście do kucharzenia. Barszcz podajemy z pieczywem lub bez. Ja podałam z pokrzywowymi pieguskami, ale o nich napiszę może następnym razem.



Smacznego!






wtorek, 2 stycznia 2018

Noworoczna zupa miso z wołowiną

Łagodna zima to idealne warunki dla wzrostu uszaków bzowych. Znajduję ich ostatnio sporo i - co ważne - mam ułatwiony dostęp do bzowych chaszczy. Latem bujna roślinność, wysokie trawy i pokrzywy, no i liście, nie dość że zasłaniają nawet największe kolonie grzybów, to zwyczajnie nie można się do nich przez tę zieleń przedrzeć.




Sylwestrowanie rozpoczęłam ze Wsiowym Psem od wyprawy na uszaki właśnie. I dlatego też mogłam później przygotować zupę doskonale radzącą sobie z noworocznym zmęczeniem ;-) W pierwszej kolejności ugotowałam rosół wołowy bez soli (kilogram wołowiny rosołowej, pół cebuli z łuską, pół selera, dwie duże pietruszki, dwie marchewki, zielone części pora, liście lubczyku, dwa goździki). Dlaczego bez soli? Ponieważ zaplanowałam zupę z dodatkiem pasty miso a ona jest bardzo słona.





Noworoczna zupa z wołowiną


1 litr rosołu wołowego
chude kawałki wołowiny z rosołu
3 łyżki ciemnej pasty miso
1/2 litra wody
2 garście świeżych uszaków (można zastąpić namoczonymi grzybami mun)
1 łyżka masła
1/2 pęczka zielonej pietruszki
pieprz




Grzyby kroimy w paseczki i gotujemy w rosole około 20 minut. W tym czasie obieramy kości wołowe, chude mięso oddzielamy od tłuszczyku, który możemy później dodać do jakiegoś farszu pierogowego. Mięso kroimy w kostkę i na chwilę odkładamy. Pastę miso rozcieramy z wodą, wlewamy do gotujących się w rosole grzybów. Po 10 minutach dodajemy kawałki mięsa, pieprzymy do smaku i gotujemy jeszcze chwilę. Jeżeli zupa wydaje się za słona można dolać wody (i zagotować) bez szkody dla smaku. Na koniec dodajemy posiekaną pietruszkę i łyżkę masła. I już nie gotujemy. Gotowe!


Zupę podajemy z cieniutkim makaronem typu spaghetti - na gęsto. Jest to danie rozgrzewające, szybkie (o ile wcześniej mamy ugotowany rosół), dla gości zaskakujące i rzeczywiście niwelujące zmęczenie. Wbrew pozorom - użycie rosołu mięsnego jako podstawy zupy - nie jest to danie tłuste i obciążające żołądek. A to wszak 1 stycznia jest bardzo ważne. A może i najważniejsze? ;-)


Smaczności wszelkiej w 2018 roku!