niedziela, 18 czerwca 2017

Wsiowy eksperyment, czyli herbata gruszkowa

Zieleń jest niezwykle inspirująca. Przechodzę obok zielonego i od razu myślę, co by tu z niego zrobić. Ostatnio natknęłam się na zazielenione drzewo gruszy, pomyślałam więc chwilę i zdecydowałam się na eksperymentalną herbatę. Liści gruszy nigdy nie "fermentowałam" i to miał być mój pierwszy raz. Zresztą, uważam, ze młode liście są na herbaty najlepsze. Teraz może juz troszkę za późno, ale nie szkodzi, bo za rok znowu będzie wiosna :)




Zasada "fermentowania" liści jest dokładnie taka sama jak przy pozostałych herbatach, o których pisałam wcześniej. Jedna istotna uwaga: czas "fermentacji" jest znacznie krótszy, bo wystarczy doba. Liście gruszy są bardzo delikatne, kruche i soczyste. Po ewentualnym opłukaniu a przed rolowaniem należy je dobrze obsuszyć, bo będzie zbyt dużo "soku", a to by sugerowało ewentualne ryzyko zgnicia liści.




Dodatkiem do herbaty miały być owoce gruszki, pokrojone w kostkę i wysuszone. Mam nadzieję, że i ta herbata znajdzie swoich zwolenników - ma wyczuwalny aromat gruszkowy. Początkowo - podczas suszenia - był niemal perfumowany. Obecnie ma przyjemny herbaciano-owocowy zapach, który postanowiłam podkręcić "na świątecznie" dorzucając do herbaty goździki, odrobinę cynamonu i wspomniane już suszone gruszki.

Smacznego!




czwartek, 18 maja 2017

Syrop ze ślazu piżmowego


Chciałabym zwrócić dziś Waszą uwagę na pewną roślinę, która świetnie sprawdzi się w kuchni jako słodki dodatek do deserów. Chodzi mianowicie o ślaz piżmowy a konkretnie o jakie kwiaty. Oczywiście trochę za wcześnie jeszcze na kwitnienie tego ziółka, ale warto już teraz rozejrzeć się za jego stanowiskiem. Kwiaty ślazu działają lekko wykrztuśnie, łagodząco na ból gardła, ale przy normalnym użytkowaniu w kuchni przed wszystkim będzie pięknie pachnieć i smakować. Oczywiście ich lecznicze oddziaływanie jest słabsze w porównaniu z korzeniem. Przypomnę też, że korzeń ślazu lekarskiego ma zastosowanie także w cukiernictwie i poza syropem, można z nich robić popularne niegdyś cukierki... ślazowe :)






Do przygotowania syropu posłużą nam kwiaty wyłącznie świeżo rozwinięte. Nie zrywamy pąków ani tych kwiatów już zaczynających przekwitać. Wkładamy je do słoika i zalewamy wrzątkiem, Zakręcamy słoik na gorąco i dostawiamy na dobę. Po tym czasie odcedzamy do rondelka. Kwiaty lekko wyciskamy. Wsypujemy cukier (1 litr wody, ok. 1 kg cukru), dodajemy sok z 1 cytryny lub nawet dwóch (zależnie jak bardzo jest soczysta, można wsypać dwie łyżki kwasku cytrynowego) i zagotowujemy. Po kilku minutach zlewamy syrop do butelek i zakręcamy. Moje butelki mają zakrętki typu twest i nie wiem, jak dobrze da się taki syrop przechować w zwykłych butelkach.

Trzeba pamiętać, aby kwiatów w słoiku, do którego nalewamy wrzątek, było po prostu dużo, wtedy syrop będzie smaczniejszy a jego aromat - silniejszy. Ja staram się zawsze nieco je ugnieść. Do jakich deserów można taki syrop wykorzystać? Do polewania lodów, budyniów śmietanowych, naleśników i do nasączania ciasta tortowego. Można też na jego bazie przyrządzić smaczny napój. Syrop ma ładny różowy kolor, z czasem oczywiście nieco się zmieni, ale niewiele, zapach zaś jest niesamowity.

Przypominam, że w podobny sposób można przygotować syropy z innych kwiatów, np. czarnego bzu, lilaka, róży, mirabelki, fiołków, itp. Niewiele trzeba włożyć w to wysiłku i pieniędzy a przyjemności jest wiele. No i ten podziw i zaskoczenie w oczach gości - bezcenne :) Bardzo polecam :)