poniedziałek, 26 czerwca 2017

Krupnik z chmielem


To kolejny pomysł na wykorzystanie niewielkiej ilości pędów chmielu :) Postanowiłam sprawdzić jak chmiel będzie komponować się w zupie. I tym razem wybrałam najprostszy przepis z możliwych, czyli krupnik na rosole. Okazało się, że chmiel i w krupniku smakuje świetnie, zatem z czystym sumieniem mogę go polecić do zup.






Krupnik z chmielem

litr rosołu
4 młode ziemniaki
garść młodych pędów chmielu
kawałek marchewki (może być z rosołu)
3 łyżki kaszy jęczmiennej
pół szklanki mleka
łyżka masła
dwie łyżki siekanego szczypiorku
sól, pieprz

Szczytowe pędy chmielu opłukać i pokroić na mniejsze kawałki, zalać wodą zagotować, dodać startą na tarce marchewkę, ziemniaki pokrojone w kostkę, kaszę, dolać rosół. Gotować do miękkości. Dolać mleko, doprawić solą i pieprzem, jeszcze zagotować. Następnie garnek zestawić, wsypać szczypiorek i dodać masło. Podawać na stół z dodatkiem żytniego pieczywa.



Smacznego!





niedziela, 18 czerwca 2017

Wsiowy eksperyment, czyli herbata gruszkowa

Zieleń jest niezwykle inspirująca. Przechodzę obok zielonego i od razu myślę, co by tu z niego zrobić. Ostatnio natknęłam się na zazielenione drzewo gruszy, pomyślałam więc chwilę i zdecydowałam się na eksperymentalną herbatę. Liści gruszy nigdy nie "fermentowałam" i to miał być mój pierwszy raz. Zresztą, uważam, ze młode liście są na herbaty najlepsze. Teraz może juz troszkę za późno, ale nie szkodzi, bo za rok znowu będzie wiosna :)




Zasada "fermentowania" liści jest dokładnie taka sama jak przy pozostałych herbatach, o których pisałam wcześniej. Jedna istotna uwaga: czas "fermentacji" jest znacznie krótszy, bo wystarczy doba. Liście gruszy są bardzo delikatne, kruche i soczyste. Po ewentualnym opłukaniu a przed rolowaniem należy je dobrze obsuszyć, bo będzie zbyt dużo "soku", a to by sugerowało ewentualne ryzyko zgnicia liści.




Dodatkiem do herbaty miały być owoce gruszki, pokrojone w kostkę i wysuszone. Mam nadzieję, że i ta herbata znajdzie swoich zwolenników - ma wyczuwalny aromat gruszkowy. Początkowo - podczas suszenia - był niemal perfumowany. Obecnie ma przyjemny herbaciano-owocowy zapach, który postanowiłam podkręcić "na świątecznie" dorzucając do herbaty goździki, odrobinę cynamonu i wspomniane już suszone gruszki.

Smacznego!




czwartek, 18 maja 2017

Syrop ze ślazu piżmowego


Chciałabym zwrócić dziś Waszą uwagę na pewną roślinę, która świetnie sprawdzi się w kuchni jako słodki dodatek do deserów. Chodzi mianowicie o ślaz piżmowy a konkretnie o jakie kwiaty. Oczywiście trochę za wcześnie jeszcze na kwitnienie tego ziółka, ale warto już teraz rozejrzeć się za jego stanowiskiem. Kwiaty ślazu działają lekko wykrztuśnie, łagodząco na ból gardła, ale przy normalnym użytkowaniu w kuchni przed wszystkim będzie pięknie pachnieć i smakować. Oczywiście ich lecznicze oddziaływanie jest słabsze w porównaniu z korzeniem. Przypomnę też, że korzeń ślazu lekarskiego ma zastosowanie także w cukiernictwie i poza syropem, można z nich robić popularne niegdyś cukierki... ślazowe :)






Do przygotowania syropu posłużą nam kwiaty wyłącznie świeżo rozwinięte. Nie zrywamy pąków ani tych kwiatów już zaczynających przekwitać. Wkładamy je do słoika i zalewamy wrzątkiem, Zakręcamy słoik na gorąco i dostawiamy na dobę. Po tym czasie odcedzamy do rondelka. Kwiaty lekko wyciskamy. Wsypujemy cukier (1 litr wody, ok. 1 kg cukru), dodajemy sok z 1 cytryny lub nawet dwóch (zależnie jak bardzo jest soczysta, można wsypać dwie łyżki kwasku cytrynowego) i zagotowujemy. Po kilku minutach zlewamy syrop do butelek i zakręcamy. Moje butelki mają zakrętki typu twest i nie wiem, jak dobrze da się taki syrop przechować w zwykłych butelkach.

Trzeba pamiętać, aby kwiatów w słoiku, do którego nalewamy wrzątek, było po prostu dużo, wtedy syrop będzie smaczniejszy a jego aromat - silniejszy. Ja staram się zawsze nieco je ugnieść. Do jakich deserów można taki syrop wykorzystać? Do polewania lodów, budyniów śmietanowych, naleśników i do nasączania ciasta tortowego. Można też na jego bazie przyrządzić smaczny napój. Syrop ma ładny różowy kolor, z czasem oczywiście nieco się zmieni, ale niewiele, zapach zaś jest niesamowity.

Przypominam, że w podobny sposób można przygotować syropy z innych kwiatów, np. czarnego bzu, lilaka, róży, mirabelki, fiołków, itp. Niewiele trzeba włożyć w to wysiłku i pieniędzy a przyjemności jest wiele. No i ten podziw i zaskoczenie w oczach gości - bezcenne :) Bardzo polecam :)






poniedziałek, 1 maja 2017

Skrzyp pod beszamelem

Dzisiejszy dzień zdecydowanie zachęcił mnie i Wsiowego Psa do dłuższego spaceru. Można było odnieść wrażenie, że przyroda obudziła się w  tym roku po raz drugi. Bardzo przyjemnie wędrowaliśmy prosto przed siebie. To znaczy Wsiowy Pies wędrował skosami.

Udało mi się nawet zebrać pędy zadnionośne skrzypu polnego, choć wydawało mi się, że już się na nie spóźniłam. W zeszłym roku zaplanowałam sobie kilka eksperymentów z nimi i powoli traciłam nadzieję, czy w tym roku w ogóle uda się te pomysły zrealizować. Tymczasem natknęłam się na całkiem świeży skrzyp:




Ponieważ to miał być eksperyment kulinarny - nigdy wcześniej nie jadłam skrzypu - zebrałam "jednoosobową" porcję pędów. Z zasady nie zbieram dużych ilości ziół czy grzybów, które są dla mnie jakąś nowością. Skąd mam bowiem wiedzieć, że będą mi smakować lub będę potrafiła je wykorzystać i dobrze zmagazynować, utrwalić? Lepiej niech sobie rosną niż miałyby trafić do puszki z bio.




Zatem dwie garście pędów dobrze opłukałam, odcięłam dolne części - te, które są nieco łykowate - i ugotowałam w osolonej wodzie. Gotowanie pędów zajęło mi około 15-18 minut. Przelałam je na sito, aby odsączyć z wody. W tym czasie przygotowałam sos beszamelowy. Łyżkę masła rozpuściłam w małym rondelku, dosypałam łyżkę mąki i mieszałam (na małym ogniu), aby masło z mąką się połączyły (jak do zasmażki). Dolałam 3/4 szklanki mleka, posoliłam, dodałam pieprzu i mieszając zagotowałam. Gotowałam sos około 2-3 minut, stale mieszając oczywiście i pilnując, zeby nie było w nim grudek.

I teraz mamy dwa sposoby podania skrzypu pod beszamelem.

1. Skrzyp przełożyć do żaroodpornego naczynia, polać beszamelem, posypać otartym serem z przerostem pleśni i zapiekać 10-15 minut pod przykryciem (wersja dla ciut bardziej cierpliwych).
2. Gorący skrzyp wyłożyć na talerz, polać gorącym sosem, posypać siekanym szczypiorkiem i natychmiast podawać (wersja dla niecierpliwych albo bardzo głodnych, czyli dla mnie).




Eksperyment uważam za bardzo udany. Skrzyp okazał się bardzo smacznym ziółkiem (a może warzywem?) i na pewno w miarę możliwości jeszcze poeksperymentuję.

Przystawka idealna :) Smacznego!








piątek, 28 kwietnia 2017

Jarzynka z młodych pędów chmielu

Kolejny tegoroczny eksperyment. Tegoroczny, bo dopiero w tym roku wypatrzyłam dziki chmiel w czystym miejscu i nawet było go sporo. Postanowiłam zapoznać się z jego smakiem a to oznacza, że eksperyment był bez fajerwerków i udziwnień, ale i tak był wyjątkowo pyszny. Zbierałam jedynie szczytowe odcinki pędów i to takie długości zaledwie do 15-20 cm.






Chmiel ugotowałam jako jarzynkę w osolonej wodzie i polałam bułką smażoną na maśle. Smak - rewelacyjny! I pasujący do drobiu oraz jajeczka. Ja z przyjemnością zjadłam ogromną porcję, ot tak po prostu, jako samodzielne danie. Przed gotowaniem nie odrywałam liści z pędów - one też bardzo mi smakowały. Samo gotowanie trwało kilka minut.

Wypatrujcie zatem chmiel, naprawdę warto :)



niedziela, 23 kwietnia 2017

Herbata z dzikiej róży


Tę herbatę wymyśliłam sobie jako prezent dla Kogoś Bardzo Sympatycznego. Przygotowywana jest z młodych liści dzikiej róży i jej owoców. No cóż, wiem, przygotowanie takiej wyjątkowej herbaty ze względu na dodatki trwa bardzo długo, ale nic na to nie poradzimy. Zresztą sądzę, że generalnie korzystanie z dobrodziejstw natury, ziół, grzybów, gotowanie z nich różnych pyszności wymaga nie tylko sporej wiedzy, ale i cierpliwości.

Na szczęście suszone owoce mam i to takie oczyszczone z pestek. Tych, którzy ich nie mają, pocieszę, że herbata po wysuszeniu musi się odleżeć, dojrzeć, zatem na pewno zdążycie z ususzeniem owoców w tym sezonie ;)






Liście róży przygotowałam podobnie jak te z malin, można o tym przeczytać post niżej lub TUTAJ. Owoce można dodać w całości (to znaczy oczyszczone z pestek połówki owoców) lub grubo je omielić, ale w taki sposób, żeby były nie zmielone a raczej połamane. Takie połamane szybciej się zaparzają, ale trudniej je wybrać łyżeczką z naparu i zjeść. Herbata z dodatkiem owocu jest kwaskowa - do słodzenia polecam miód.

Dlaczego wybrałam owoc róży jako dodatek zamiast kwiatu? Bo liście herbaty same z siebie pachną owocami egzotycznymi. Myślę też, że świetnym dodatkiem do nich byłby także plasterek dojrzałego owocu mango i listek lub dwa ziółka zwanego plektrantus "Zulu", który ma podobny zapach, ale jest nieco ostrzejsze w smaku.


Edit.: 26.04.2017 A tu herbata już z dodatkiem owoców:







PS. Herbata suszy się po krojeniu. W późniejszym terminie wstawię kilka zdjęć uzupełniających niniejszy wpis.


niedziela, 16 kwietnia 2017

Świąteczne robienie herbat

Kiedyś obiecałam, że napiszę o tym, w jaki sposób przygotowuję w domu herbaty. Jest dobra okazja, bo Święta, połowa kwietnia, można nazbierać trochę liści do przefermentowania i generalnie smacznie byłoby. Zatem argumentów jest dość za tym, aby za te herbaty się wziąć. Na ten moment przygotowuję herbatę z liści malin. Są młode, delikatne, szybko "fermentują" i przede wszystkim pięknie pachną. No i są zdrowe. Na zdjęciu poniżej mamy tzw. materiał roślinny, z którego powstanie herbata i już gotowy wyrób zamknięty w słoiku.






Jak zatem powstaje herbata? Przede wszystkim musimy zebrać liście. Wybieramy młode, zdrowe i ładnie wybarwione. Liście w domu oczyszczamy z ewentualnych gości - u mnie to były dwie biedronki. Opłukujemy dla pewności i ochoty z ewentualnego kurzu i innych zanieczyszczeń. Następnie odstawiamy je do obeschnięcia, na... 2-3 godziny, bo dobrze byłoby, gdyby sobie te liście trochę  zwiędły. Następnie przystępujemy do rolowania.

Bierzemy trochę liści w dłoń i rolujemy je w dłoniach, tak jakbyśmy robili wałeczki z ciasta. Pod wpływem tego zabiegu liście puszczają sok i znowu stają się wilgotne a te bardziej soczyste nawet mokre. Może wyglądają wtedy na mocno "zmarnowane" i "po przejściach", ale tak powinno być. Odkładamy je na bok do jakiejś miseczki i bierzemy kolejną porcję.

Świeżo zrolowane liście przekładamy albo do woreczka do kiszonek, albo do słoika. Ja wybieram woreczki, bo łatwiej mi kontrolować proces "fermentacji". Wkładam płasko do woreczka, woreczek układam na ściereczce i zawijam ową ściereczkę i woreczek z liśćmi w twardy wałeczek. Wałeczek układam na blacie w kuchni i po prostu czekam kilka dni, aż liście zyskają aromat i zmienią barwę na ciemniejszą, lub całkiem staną się brązowe. Trwa to od 3 do nawet 10 dni. Dwa razy dziennie odwijam ściereczkę odwracam woreczek, czasem przemieszam liście w nim umieszczone i ponownie zawijam.

Kiedy moja herbata ma barwę i aromat mi odpowiadający, wyjmuję ją z woreczka na deskę do krojenia i ostrym nożem drobno siekam. Mokre i posiekane liście trzeba jeszcze dobrze wysuszyć i przełożyć do szczelnie zamkniętego pojemnika. Taką herbatę warto wzbogacić suszonymi kwiatami i owocami malin albo innymi dodatkami, które lubimy i które podpowie fantazja :) Smacznego!




piątek, 7 kwietnia 2017

Zupa ziołowa z pieczarkami

Dziś wypatrzyłam łan dzikiego szczypiorku! Taka niespodzianka. Nie nastawiałam się zanadto na zbieranie ziół, ale trochę przyniosłam go do Wsiowej Kuchni. Natychmiast też przyszła mi na myśl jajecznica, domowy twarożek, jakieś kotleciki, itd. Jednakże po otwarciu lodówki wzrok mój padł na podagrycznik i postanowiłam - będzie zupa i to ziołowa.





Do przygotowania zupy użyłam rosołu ugotowanego już wcześniej. Można jednak - tak jak w poprzednim przepisie - ugotować wywar na włoszczyźnie i kościach lub tylko włoszczyźnie. Jak kto lubi.


Zupa ziołowa z pieczarkami

1 litr wywaru z kości i włoszczyzny lub rosołu

30 dag pieczarek
1 duży ziemniak
1 marchewka z rosołu (wywaru)
1 duża garść kurdybanka lub 7 łyżek siekanego i mrożonego
2 duże garście młodego podagrycznika
1 duży pęczek dzikiego szczypiorku (może być też taki kupiony)

0,5 szklanki mleka
2 łyżki masła
1 łyżka mąki
sól, pieprz, mały ząbek czosnku


W rondelku na 1 łyżce masła smażymy pieczarki pokrojone w plasterki. Lekko zrumienione zalewamy rosołem, dorzucamy obrany i pokrajany w kostkę ziemniak i startą na tarce o grubych otworach marchewkę z wywaru. Dosalamy, pieprzymy i dodajemy zmiażdżony ząbek czosnku. Kiedy ziemniaki zmiękną wrzucamy pokrajany drobno kurdybanek i podagrycznik. Niech chwilę zupa się gotuje, w tym czasie mieszamy w mleku mąkę i wlewamy je do zupy. Kiedy się zagotuje, wsypujemy posiekany szczypiorek i dodajemy łyżkę masła. Już nie gotujemy.



Smacznego!





wtorek, 28 marca 2017

Zupa porowa z podagrycznikiem

We Wsiowej Kuchni zapanowało czyste szaleństwo! Bo - co tu dużo opowiadać - trzeba korzystać z okazji i jeść zielone, jeżeli tylko istnieje możliwość znalezienia czystego zielska. Tym razem przygotowałam bardzo smaczną zupę z podagrycznikiem. Posłużył on tutaj jako obfita, świeża posypka. Posiekany wydziela aromat taki trochę marchewkowo-pietruszkowy. I na pewno też wzbogaca danie o wartości odżywcze. Kto by pomyślał, ze chwast może być taki mało chwastny a kulinarnie bardzo użyteczny?






A zatem przepis:

Zupa porowa z podagrycznikiem

25 dag kości
25 dag włoszczyzny
1/2 cebuli

2 duże pory
4 ziemniaki
szklanka mleka
sól
pieprz
ćwierć łyżeczki cukru
łyżka mąki pszennej
łyżka masła

2 garście młodego podagrycznika

Z kości, włoszczyzny, litra wody oraz przypalonej cebuli ugotować wywar z dodatkiem soli. Do przecedzonego wywaru dolać ok. pół litra wody, dodać pokrajane w paski białe części pora, pokrojone w kostkę ziemniaki, dosolić do smaku, dodać pieprzu, cukru i gotować około 20 minut. Zetrzeć marchewkę i korzeń pietruszki z wywaru i dodać do zupy. Mąkę rozmieszać w szklance mleka, dodać do zupy i zagotować. Zestawić z palnika, wsypać posiekany drobno podagrycznik, dodać masło i wymieszać. Po 10 minutach danie można podawać na stół.


Smacznego :)









poniedziałek, 27 marca 2017

Zamiast mizerii - ziarnopłon w jogurcie

Dziś było wyjątkowo ciepło. Spacer zamienił się w prawdziwą wyprawę i choć człowiek głodny, to tak za bardzo nie chce mu się stać przy kuchni. Mimo wszystko z takich wypraw można wrócić naprawdę zmęczoną ;) No dobrze, ale co tu zrobić, żeby się najeść a nie narobić? Może jogurt ziołowy? No cóż, trzeba zagospodarować to, co akurat jest pod ręką:




Ziarnopłon z jogurcie


2 szklanki ziarnopłonu (listki zrywane z roślinek PRZED KWITNIENIEM!)
1 łyżka siekanej rzeżuchy
1 jabłko (np. jonagold)
0,5 litra jogurtu typu greckiego
sól pokrzywowa, pieprz kolorowy


Opłukany i osuszony ziarnopłon grubo siekamy i przekładamy do salaterki. Dodajemy posiekaną rzeżuchę, obrane i pokrojone w drobną kostkę jabłko. Składniki mieszamy z jogurtem podprawionym solą pokrzywową i kolorowym pieprzem.





Tak przygotowany jogurt świetnie zastąpi tradycyjną zupę lub np. mizerię podawaną do ziemniaków czy mięsa. Smacznego!




niedziela, 26 marca 2017

Sałata z ziarnopłonu i kurczaka

Fantazji z ziarnopłonem ciąg dalszy. Dziś zaserwowano we Wsiowej Kuchni kurczaka. Danie szybkie, atrakcyjne wizualnie i smakowo, naprawdę smaczne i niebanalne. Okazało się, że kurczak z ziarnopłonem to bardzo udany duet.


Sałata z ziarnopłonem i kurczakiem

3 szklanki świeżego ziarnopłonu (zbieranego PRZED KWITNIENIEM)
1 pierś z kurczaka (pojedyncza)
4 garście orzechów włoskich (obranych ze skorupek)
4 duże, dojrzałe gruszki
1/3 szklanki oliwy (oleju) po suszonych pomidorach
Łyżeczka octu balsamicznego
sól, pieprz
kiełki rzodkiewki


Składniki opłukujemy i odstawiamy do odsączenia. Pierś kroimy w paseczki, posypujemy solą i pieprzem i obsmażamy krótko na oleju. Orzechy siekamy i prażymy na suchej patelni. Gruszki obieramy i kroimy w kostkę. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, polewamy octem i olejem po pomidorach, w razie potrzeby doprawiamy dodatkowo pieprzem i solą i podajemy z grzankami jako danie na kolację lub przystawkę.





Smacznego!




środa, 22 marca 2017

Wiosenna sałatka z ziarnopłonem


Dzisiejszy spacer miło mnie zaskoczył - pojawiły się listki ziarnopłonu! Nie mogłam przejść obojętnie obok tej bomby witaminowej, bo przyda się zjeść po zimie coś zielonego i świeżego. Ziarnopłon ma listki niewielkie, ale są świetnie widoczne wśród zeschłych traw i - co najważniejsze - jeszcze nie kwitnie. Można zatem je zrywać bezpiecznie i zjadać ze smakiem. Są lekko pikantne, kruche i naprawdę smaczne. Postanowiłam przygotować z nich sałatkę z dodatkiem jajka i skiełkowanej fasoli mung.




Potrzebne są dwie szklanki świeżo zerwanych listków ziarnopłonu, dwie czubate łyżki kiełków, trzy jajka ugotowane na twardo (posiekane w kostkę), dwie łyżki ziaren słonecznika i dyni (mieszane i uprażone na suchej patelni). Składniki mieszamy i polewamy sosem przygotowanym z łyżki majonezu i dwóch łyżek jogurtu typu greckiego. Sos przyprawić trzeba kolorowym, świeżo zmielonym pieprzem i solą pokrzywową.






Sałatkę podajemy z grzankami z żytniego pieczywa. Smacznego :)





poniedziałek, 6 lutego 2017

Paluszki pszenno-żołędziowe z dipem czosnkowym


Zabawy mąką żołędziową ciąg dalszy :) Podano paluszki pszenno-żołędziowe, solone. Idealnym dodatkiem okazał się dip, czyli gęsty sos twarogowy.

Paluszki pszenno-żołędziowe

20 dkg mąki pszennej 450
10 dkg mąki żołędziowej
2 łyżki oleju kokosowego lub smalcu
1/2 łyżeczki sody
woda (do ciasta i do posmarowania)

Zagniatamy ciasto i odstawiamy je pod przykryciem na 20 minut. Po tym czasie wałkujemy na cienko i wykładamy na blachę. Już na blasze kroimy na paski jednakowej szerokości, smarujemy je wodą i posypujemy grubą solą. Pieczemy krótko, do lekkiego zrumienienia (trzeba pilnować, bo ciasto jest ciemne) w piekarniku nagrzanym do około 180 stopni.




Dip twarogowo-czosnkowym z rzeżuchą

20 dkg twarogu półtłustego
20 dkg śmietany 18%
2 ząbki czosnku
dwie łyżki siekanej rzeżuchy

Twaróg, śmietanę i czosnek przeciśnięty przez praskę miksujemy na gładko. Można dodać śmietany więcej lub mniej, żeby uzyskać mniej  lub bardziej gęsty dip. Na koniec mieszamy z rzeżuchą. Soli nie dodajemy, bo paluszki są słone.






Dip przekładamy do miseczek (dla każdego oddzielna  miseczka z sosem). Paluszki zjadamy nabierając na nie dip w ilości, jakiej sobie życzą nasze brzuszki ;) Idealna przekąska i danie barowe.


Smacznego :)






niedziela, 22 stycznia 2017

Kiszona kapusta sałatkowa - trzy razy

Skończył mi się zapas kiszonej sałatki. Z racji różnych zajęć nie dopilnowałam, żeby w momencie, kiedy otworzyłam ostatni słoik pomyśleć o nastawieniu nowej. No cóż, moje zdrowie ratują systematycznie pędzone kiełki :) Ale oczywiście niedawno uzupełniłam braki w zapasach i przygotowałam sałatki w trzech wersjach.



Kapusta kiszona sałatkowa

1,5 kg szatkowanej kapusty białej
0,8 kg szatkowanej marchewki
0,5 kg kwaśnych jabłek
2-2,5 łyżki soli niejodowanej



Kapusta sałatkowa z koperkiem

1,5 kg szatkowanej kapusty białej
0,8 kg szatkowanej marchewki
0,5 kg kwaśnych jabłek
2-2,5 łyżki soli niejodowanej
1 pęczek świeżego koperku
lub kilka łyżek mrożonego



Sałatka z czerwonej kapusty

1 kg poszatkowanej kapusty czerwonej
1 kg szatkowanej marchewki
0,5 kg jabłek
0,5 kg szatkowanej białej rzodkwi
0,3 kg szatkowanego korzenia pietruszki
3 płaskie łyżki soli niejodowanej
2 czubate łyżki siekanego koperku





Składniki mieszamy z solą i odstawiamy na godzinę, dwie, aby zmiękły i puściły trochę soku. Następnie przekładamy do np. litrowych słoików i ściśle ugniatamy. Nadmiar soku można odlać albo...  wypić :) Słoiki lekko zakręcamy i odstawiamy na kuchenny blat. Codziennie należy je odkręcić, ugnieść kapustę i np. pałeczką do chińskich potraw przebić kiszonkę w trzech miejscach aż do dna słoika - pozwoli to odgazować kiszonkę. Proszę pamiętać, aby nie nakładać do słoików zbyt wiele sałatki, ponieważ podczas kiszenia może wyciekać sok i zalewać blat. Po ukiszeniu, czyli po około 10 dniach, słoiki dokręcamy i odstawiamy w chłodne miejsce.

Z podanych składników wyjdą po ok. trzy litrowe słoiki każdej sałatki. Podczas szatkowania warzyw korzystam z maszynki elektrycznej, kapustę szatkuję tradycyjnie na "piórka" a pozostałe warzywa na grubych otworach. Można szatkować ręcznie, ale zabiera to sporo czasu a u mnie z nim bywa różnie.

Smacznego!






piątek, 20 stycznia 2017

Domowa wędzonka z łopatki


Domowa wędlina? Nic trudnego! Zgrabny kawałek łopatki zanurzamy na kilka dni w solance (1 litr wody i 1 łyżka soli peklującej). Ja dodatkowo robię tak zwaną iniekcję, czyli solankę wstrzykuję do mięsa przy pomocy strzykawki wędliniarskiej. Dzięki temu wędzonka ma piękny kolor i równomierny smak.

Po kilku dniach peklowania, mięso wyjmuję z solanki, obmywam i wysuszam. Nacieram przyprawami (ząbek czosnku, pieprz, majeranek) i po dwóch-trzech godzinach wstawiam do wędzenia. Mam do wędzenia specjalistyczny garnek, zatem wystarczy dorzucić trochę zrębek, mięso ułożyć na ruszcie i podłączyć gaz.

W zależności od wielkości użytego kawałka mięsa, wędzenia trwa od godziny do dwóch, w temperaturze ok. 60 stopni C. następnie wyjmuję wędzonkę, myję ją pod bieżącą wodę i umieszczam w garnku, w którym jest woda o temperaturze 70 stopni C. Wędzonka parzy się w niej około godziny, - mniejsze kawałki parzy się oczywiście krócej.

I proszę, taki efekt:





Smacznego!