niedziela, 8 czerwca 2014

Kwiat bzu smażony w miodzie

To inspiracja staropolska. Idealny słodzik łagodzący bóle gardła a jednocześnie prawdziwy smakołyk. Trafiłam na ten przepis na jednym z portali społecznościowych zaś zamieścił go badacz konfektów i historyk jedzenia.

Fot. Ciotka Chichotka


Ponieważ uwielbiam dziki bez, bo to świetna i pospolicie występująca roślina eksperymentalna, zadecydowałam: robimy konfekt! :)

Fot. Ciotka Chichotka


Przy okazji jednej z wypraw nazrywałam kwiatów bzu (teraz mamy sezon), w domu poodrywałam drobne kwiatuszki od szypułek i opłukałam na sicie. Ilość wagowa kwiatu powinna być porównywalna do ilości użytego miodu. Warto też zerwać kwiatów nieco więcej, gdyż może się okazać, że należy go jeszcze trochę do smażonego produktu dosypać. Rozpuściłam w płaskim rondelku 650 g miodu wielokwiatowego. Do rozpuszczonego miodu wlałam sok z jednej, sporej i soczystej cytryny. Kiedy miód zawrzał wrzuciłam osączony kwiat bzu. Smażenie trwało około pół godziny. Następnie przelałam konfekt do słoja i gotowe.

Wersja zdrowsza, bo zachowująca walory miodu, to ogrzewanie go wraz z kwiatami do temperatury około 40 stopni. Trzeba starać się utrzymać ją przez około 40 minut. Następnie konfekt przelewamy do słoja.

Pozostały, jeżeli zerwaliśmy go zbyt wiele, kwiat zachowujemy! W żadnym razie nie wyrzucamy. Można z niego przygotować susz i stosować jako dodatek do herbat napotnych lub przygotować... kwas :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz